Hej >> piątek, 9 stycznia 2009 17:55:30
I jakoś nie mam kiedy napisac kolejnej notki. Nauki ma tyle, że szkoda gadać, może na feriach coś naskrobię.
komentarze [0]Ehh >> sobota, 27 września 2008 23:10:06
Znowu szkoła.
Druga klasa liceum to porażka.
Koniec września, a ja miałam już 6 sprawdzianów, 3 lektury i sporo kartkówek.
Wkrótce postaram się coś napisać...
Ale nic nie obiecuję...;/
komentarze [0]Odcinek XVI >> czwartek, 31 lipica 2008 20:03:18
Tego wieczoru nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Tak jak zazwyczaj, większość uczniów siedziała w przytulnych salonach, do późna odrabiając prace domowe, plotkując, czy zwyczajnie leniuchując.
To był zwyczajny, nudny wieczór. Nikt, poza Fleur i Belli, nawet nie podejrzewał, że panujący spokój w nadchodzących dniach zostanie zaburzony. Nikt, ale to zupełnie nikt, poza nimi dwoma, nie spodziewał się, że będzie świadkiem drastycznych wydarzeń, które miały już wkrótce mieć miejsce w Uniwersytecie Nauk Magicznych. Tylko one wiedziały, co nadchodził. Wszyscy inni byli przekonani, że kolejne dni będą spokojne i nudne, jak ten wieczór. I z takim przekonaniem zasnęli.
Ranek było równie spokojny, co wieczór poprzedniego dnia. Belli, nie czekając na nikogo, zbiegła do Salno, przeskoczywszy przez kilka puf dotarła do wyjścia i popędziła korytarze do Wielkiej Sali. Było jeszcze dość wcześnie, więc zastała tam tylko garstkę uczniów, głównie pierwszoklasistów. Zastała też osobę, która miała nadzieję tam zastać. Zwolniła, wyrównała oddech i usiadła obok wysokiego młodzieńca, o ciemnej karnacji, ciemnych włosach i zielonym, przyprawiającym o dreszcze spojrzeniu. Ów młody chłopak spojrzał na nią i uśmiechnął się przyjaźnie. Odwzajemniła uśmiech, a na jej policzkach pojawiły się niewielkie, różowe rumieńce.
-Hej.-przywitała się nakładając sobie na talerz kilka małych kiełbasek.
-Hej.-odpowiedział jej i zabrał się za swoje śniadanie.
-Chciałam… -urwała nie wiedząc co powiedzieć.
Chłopak patrzył na nią w oczekiwaniu żując kęs tosta z dżemem.
-Aleno, chciałam ci powiedzieć, że … To znaczy, chciałam ci podziękować za tę rozmowę i za to wczoraj. Hmm … Naprawdę ta rozmowa podniosła mnie na duchu i czuję się dzięki niej dużo lepiej. Dziękuję. -powiedziała patrząc w talerz i czerwieniąc się, aż po uszy.
-Nie ma za co.-pogłaskał ja po plecach.- To nic takiego. Powiedziałem to, co myślę. Miło mi słyszeć, że ci to pomogło. Zawsze możesz na mnie liczyć.
-Dzi - dziękuję. - wyjąkała nieśmiało.- Ty też możesz na mnie liczyć.
Uśmiechnął się do niej szeroko.
-Przepraszam cię, ale muszę już iść. Muszę przed lekcjami jeszcze wysłać list do przyjaciela z Rosji.-wstał i ruszył powoli ku wyjściu.- Do zobaczenia! -krzyknął i pomachał jej wychodząc z sali.
-Pa.-powiedziała, ale już do siebie.
Zabrała się za śniadanie, które za czas rozmowy zdążyło ostygnąć. Nawet nie zwróciła na to uwagi.
Po śniadaniu zabrała z sypialni książki i ruszyła na lekcje. Zaklęcia, Obrana Przed Czarną Magią, zarówno jak i Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami minęły szybko, na praktycznych ćwiczeniach. Kolejna była Historia Magii, która jak zwykle ciągnęła się niemiłosiernie. Wykłady profesora Haug przyprawiały o senność większość słuchaczy. Belli jednakże udawało się nie zasypiać i robić notatki, ku uldze innych, którzy mogli później do nich zajrzeć.
W czasie obiadu do członków Vasabi, którzy byli na polanie w dniu zemsty na Arii, przyleciały sowy. Każdy z nich otrzymał niewielki zwitek pergaminy, i na każdym były dwa zdania i podpis napisane wąskim, pochyłym pismem: “ Twój szlaban rozpoczyna się dziś o 20:00. Proszę się stawić do mojego gabinetu. Prof.. Nepon Flint”. Miny Vasabi zmieniły się diametralnie. Z rozradowanych na ponure, czy jak w przypadku Jamesa, na wściekłe. Nie byli tym zachwyceni, gdyż na ten dzień i na tę porę mieli inne plany. Natomiast Aria, siedząca na tyle blisko, by móc podsłuchać, że mówią o szlabanie, była wyraźnie zachwycona i nawet nie próbowała tego ukryć. James spojrzał na nią wściekłym wzrokiem, a ona w odpowiedzi uśmiechnęła się szeroko. To widocznie rozdrażniło go jeszcze bardziej, bo wstał i szedł w kierunku drzwi. Mijając ją szepnął tylko “Jeszcze się policzymy” i nie czekając na odpowiedź, która i tak by nie padła, wyszedł szybkim krokiem do Sali Wejściowej, a stamtąd na błonia, by odreagować na jakimś spróchniałym pieńku.
Tymczasem Ślizgoni udali się do cieplarni nr 4, na dwugodzinne zajęcia z Zielarstwa.
Resztę dnia mieli wolną od zajęć. Czarnowłosa Bella i jej blond przyjaciółka tym razem nie spędziły popołudnia na odrabianiu prac domowych, lecz na dalszym planowaniu. Sporo czasu zajęło im dopracowywanie szczegółów. Nie chciały, by ich plan legł w gruzach. Chciały by wszystko było jak należy. By ich koncepcja była idealna i by nie mogła w ogóle zawieść. Rozpatrywały wszystkie możliwe przeszkody.
Na miejsce swoich knowań wybrały małą polankę, którą wcześniej zabezpieczyły zaklęciami, by nikt nie mógł ich podsłuchiwać. Polanka znajdywała się nad brzegiem jeziora, a na jej środku leżało zwalono drzewo, przy którym siedziały. Były pewne, że są tam bezpieczne. Wokół grasowały wiewiórki, na drzewach ćwierkały radośnie ptaki a wiatr delikatnie muskał dziewczynom twarze.
Gdyby ktoś nadchodził, rzucone zaklęcia natychmiast by je o tym zaalarmowały.
Kiedy zapadł zmierz wróciły do zamku z tajemniczymi, nieprzeniknionymi wyrazami twarzy. Zjadły bez słowa kolację i udały się do swoich łóżek. Kładąc się powiedziały sobie “Dobranoc.” i zasnęły wędrując myślami daleko.
Tej nocy widać było na niebie miliony pokrywających je gwiazd. W powietrzu czuć było magię.
To była piękna spokojna noc.
komentarze [5]Ehh >> wtorek, 3 czerwca 2008 20:27:38
Koniec roku, najpaskudniejszy moment. Tyle mam nauki, że nie mam kiedy pisać. Ale jak juz się luzy zrobią to nadrobie z nadwiązką. Będę pisać i pisać:D I życzcie mi by wena mi dopisała wtedy :D i by wyobraźnia działała jak trzeba :D
Kocham tych, którzy czytają z własnej woli i im się podoba i tych, którzy komentują.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich :D :*********
komentarze [2]Odcinek XV >> niedziela, 13 kwietnia 2008 15:45:36
Nazajutrz, gdy się obudzili, na zewnątrz szalała przeraźliwa burza. Niebo przesłaniały ciemne chmury, nie dopuszczając do ziemi promieni słonecznych. Wiał porywisty wiatr, lało jak z cebra, a błyskawice co chwila przecinały niebo. Grzmiało natomiast tak, jakby w oddali skakała gromada olbrzymów. Bella obudziła się o świcie, gdy wszyscy jeszcze spali. Nie była w dobrym nastroju. Była przygnębiona wczorajszym wydarzeniem, a po części pogoda panującą za oknami. Wzięła zimny prysznic, ubrała się i zeszła na dół do salonu. Chwilę stała rozglądając się dookoła, po czym usiadła w fotelu przy kominku przyglądając się żarzącym się węglom. Po jakiejś godzinie usłyszała za sobą skrzypienie otwieranych drzwi i ciche szuranie butów. Wiedziała, że ktoś jej się bacznie przygląda, lecz mimo tego nie odwróciła się. Słyszała jak postać zbliża się do niej powoli, jednak dalej patrzyła w kominek i nawet nie drgnęła, gdy owa osoba delikatnie położyła rękę na jej ramieniu. Poczuła jak ręka zsuwa się jej z ramienia. Osoba, która usiadła koło Belli, był Aleno. Objął ją i przytulił do siebie. Nie zamienili ze sobą ani słowa. Siedzieli w milczeniu patrząc w dogasające węgle. Gdy dwie godziny później usłyszeli szuranie na schodach odsunęli się od siebie. Bella zaczęła bawić się różdżką siedząc na rogu kanapy, a Aleno zająwszy miejsce w fotelu, w rogu salonu wziął leżący na pobliskim małym stoliku numer “Proroka Codziennego” i zajął się jego czytaniem. Do salonu weszło kilkanaście osób. Jednak żadna z nich nie zatrzymała się ani na sekundkę. Przeszli przez pomieszczenie i już po chwili zniknęli za kamienną ścianą służącą jako przejście między dormitorium Slytherinu a korytarzem w lochach. Niedługo potem kolejna grupka Ślizgonów udała się na śniadanie. Belli dołączyła do następnej grupy, w której między innymi była Fleur.
Pogoda dawała się wszystkim we znaki. Na korytarza widać było uczniów z ponurymi minami i co jakiś czas ziewającymi. Lekcje nie przebiegały zbyt sprawnie. Nikt nie potrafił skupić się na tym, co w danej chwili robił. Niektórzy nawet zasypiali z głowami na książkach, czasopismach, wypracowaniach, czy po prostu ławkach. Natomiast Belli chodziła po zamku żywa i rozpromieniona, dlatego że od rana nie widziała swojego byłego chłopaka, a ni jego nowej wypudrowanej dziewczyny. Niegdzie nie mogła znaleźć Alena, któremu chciała podziękować za wszystko. Przerwę obiadową spędziła w bibliotece na czytaniu książki o tym, co lubiła i w czym była dobra, a mianowicie o eliksirach. Sprawiało jej to przyjemność, a przy okazji zdobywała dzięki temu wiedzę. Wertując stronice księgi zatrzymała się gdzieś pod koniec, w jej oczach pojawił się tajemniczy błysk. Przeczytała szybko przepis i efekty tego eliksiru przeciągając palcem po kartce i uśmiechając się do siebie znacząco. W głowie zaświtał jej plan zemsty, który szykowała na Davida. Jednak miała zamiar go jeszcze na spokojnie dopracować. Szanowała książki, więc nie wyrwała przepisu z ospałego tomu, tylko przepisała go na kawałek pergaminu i udała się na kolejne lekcje. Mimo swego ożywienia nie udzielała się zbytnio na lekcjach. Knuła i dopracowywała każdy element swojego planu.
Podczas dłużącej się lekcji wróżbiarstwa do czarnowłosej dziewczyny zagadała jej blond przyjaciółka.
- Bell, jesteś tu z nami? - zapytała machając jej dłonią przed oczyma.
Belli wyrwała się z zamyślenia spojrzała na nią, na salę i znów na nią, po czym lekko zdezorientowana odpowiedziała jej ściszonym głosem.
- Tak, tak. Jestem. Trochę się zamyślałam.
- Tak? A nad czym tak myślisz?
- A jak myślisz? - zapytała jej, lecz nie oczekiwała odpowiedzi. - Oczywiście, że szykuję plan zemsty. - dodała bardzo cicho pochylając się w stronę Fleur.
- Aaa. - na twarzy jej przyjaciółki pojawił się szeroki uśmiech.
Uwielbiała ona robić komuś figle, czy go upokarzać na oczach innych. I gdy tylko nadarzała się okazja korzystała z niej. Jednak potrafiła być miła, jeśli tylko sytuacja tego wymagała.
- A co planujesz? - zapytała, bo aż skręcało ją z ciekawości.
- Przykro mi, ale nie mogę ci niczego na razie powiedzieć. Musisz być cierpliwa. Niedługo się dowiesz, co i jak, bo najprawdopodobniej będziesz mi potrzebna.
- Ehh… Szkoda, że mi nie powiesz. - powiedziała zawiedziona. - Ale z drugiej strony się cieszę, bo będę mogła brać w tym udział. A wiesz jak ja to kocham.
- Tak kochana, wiem. Dlatego cię w to angażuję. Ale jak już mówiłam, musisz uzbroić się w cierpliwość.
- Kochane robaczki, a wy co wyczytałyście ze szklanej kuli? - usłyszały za sobą piskliwy głos nauczycielki.
Od razu spoważniały. Zaczęły wymyślać jakieś różne dziwne sytuacje. Na szczęście pani profesor kupiła to i po chwili zajęła się innymi uczniami. Przyjaciółki jednak nie poruszyły już tego tematu. Zajęły się lekcją, choć każda z nich częściowo błądziła myślami gdzie indziej.
komentarze [5]Odcinek XIV >> środa, 2 kwietnia 2008 20:02:53
...Gdy tak leżały Belli coś się przypomniało. Wstała i powiedziała:
-Gryffoni mają teraz jeszcze Historię Magii??
-Tak. - opowiedziała Fleur.
-Dobra, za pięć minut jest przerwa. Fleur wstawaj musimy iść.
-Dokąd? - powiedziała z wielkim zdziwieniem Ariuśka.
-Nieważne, później ci powiem. Za niedługo wrócimy.
Fleur wstała i razem z Belli udały się w stronę sali Historii Magii. Stanęły na przeciwko drzwi do tejże klasy i czekały.
-Po co tu stoimy? - zapytała Belli.
-Nie pamiętasz? Masz mi pokazać tą zdzirę, przez którą moje życie uległo wielkiej zmianie, która zabrała mi Davida.
-Ahaaa. Zaraz zobaczysz tą zdzirę i będziesz mogła zacząć knuć ze mną okrutny plan.
Zadzwonił dzwonek. Z klasy powoli wypełzli Gryffoni. Nagle Fleur wzdrygnęła się i pokazała Belli wysoką blondynkę z różową kokardką:
-To ta.
Owa dziewczyna wyglądała jak Barbie. Gdyby ją zmniejszyć do rozmiarów lalki, byłaby idealnie taka sama jak Barbie. Bella nie dziwiła się Fleur, że się wzdrygnęła na jej widok. Nie lubiły takich paniusiek, które wiedzą tylko tyle jak ukraść komuś chłopaka. w głowie Belli zaczynał tworzyć się przeraźliwy plan zemsty. Chciała się zemścić na niej, ale nie na Davidzie. Nie chciała mu robić krzywdy, po tym co z nim przeżyła.
-Może ją chwile pośledzimy. - zaproponowała Fleur.
Bella tylko kiwnęła głową. W jednej chwili rzuciły na siebie zaklęcie Kameleona i podążyły za Barbie. Najpierw Barbie poszła do toalety. Przypudrować ten mały świński nosek. Potem gadała z koleżanką przez jakieś pięć minut. Pożegnawszy się z przyjaciółeczką ruszyła w stronę lochów. To zainteresowało i Fleur i Bellę, więc ruszyły za nią. Koło kuchni czekał na nią nie kto inny jak David. Bella miała łzy w oczach. Zaczęła słuchać ich dialogu:
-Cześć. - powiedziała Barbie.
-Siemka kotku. - odpowiedział jej David.
-Zerwałeś z tą żałosną typiarą czy nie? Zaczynam się już niecierpliwić.
-Nie, to nie takie łatwe.
-Daj spokój. Podchodzisz do niej mówisz, że to już koniec bo masz jej dosyć.
-No dobra, ale musze ją najpierw znale...
Nie dokończył, bo usłyszał szloch, szloch Belli, która usiadła pod ścianą i rzewnie płakała. Belli zdjęła z siebie zaklęcie Kameleona, spojrzała na Davida, po czym zakryła twarz i płakała dalej. Fleur również zdjęła z siebie zaklęcie, uklękła koło Belli i próbowała ją pocieszyć. Wystraszona Barbie patrzyła na tę scenkę przez chwilę i zniesmaczona uciekła. David ostrożnie podszedł do Belli. Złapał ją za kolana i powiedział:
-Wszystko ci wytłumaczę.
-Nie dotykaj mnie!! Żałosna typiarą, tak o mnie myślisz. Dzięki wielkie.
-Nie, wcale tak nie myślę.
-Mogłeś najpierw ze mną zerwać, a nie mieć jaką, jakąś ... inną na boku.
-Wiem, ale tak jakoś wyszło.
-Tak jakoś wyszło?! No nie! Wracaj lepiej do tej Barbie i zostaw mnie w spokoju.
David odszedł przygnębiony. Bella dalej siedziała pod ścianą i płakała. Była prawie nieprzytomna.
-Fleur zostaw mnie samą. Idź na błonia i jakby się o mnie pytały powiedz, że się źle poczułam.
-Dobra, trzymaj się.
Bella płakała i płakała i nie przestała nawet, gdy usłyszała kroki. Ta osoba, której kroki przed chwileczką słyszała zatrzymała się przed nią:
-Dlaczego płaczesz? - usłyszała spokojny głos Alena.
-Nic, nic się nie stało. - odpowiedziała.
-Mi możesz powiedzieć. - powiedział i usiadł blisko Belli.
-David ze mną zerwał nazywając mnie "żałosną typiarą".
-Nie miał racji, nie jesteś żałosna tylko niesamowita. On jest żałosny bo z tobą zerwał. Nie płacz, nie warto wylewać łez z powodu takiego niedołężnika.
-Dobrze. - mówiąc to wycierała twarz z łez.
-A teraz wstań i chodź ze mną na spacer. Świeże powietrze dobrze ci zrobi.
Bella nie stawiała oporu i wstała bez słowa. Ale złapał ją za rękę i zaprowadził na błonia. Fleur tłumaczyła im, że Bella się źle poczuła, ale gdy ją zobaczyły z Ale nie uwierzyły i domagały się wyjaśnień. Chcąc nie chcąc Fleur opowiedziała im wszystko, modląc się by Bella jej wybaczyła. Nie miała jednak wyboru, gdyby nic nie powiedziała to by ją zakopały żywcem. Ale i Bella siedzieli na starym pniu przy zakazanym lesie i rozmawiali. Po jakimś czasie Ale przytulił Bellę. W tym czasie Aria pobiegła do dormitorium, bo już niedługo Vasabi mieli się na niej zemścić. Umalowała się i ruszyła w stronę niby Pokoju Życzeń. Wiedziała, że Vasabi są gdzieś jeszcze w oddali. Schowała się w sowiarnii. Nepon już był w Pokoju Życzeń. Sprawdzał wypracowania i jadł jabłka. Gdy wgryzał się w nowe jabłko na polankę wbiegli Vasabi. Nepon udał zdziwienie.
-Mamy was! - krzyknął Blaise, ale zamilkł jak zobaczył, ze siedzi pod drzewem Nepon i nigdzie nie ma Arii.
-Gdzie jest Aria? - zapytał James.
-Panna Black?? A co ona miała by tu robić? Nikogo tu nie było, a ja jestem tu już od dwóch godzin i sprawdzam wasze wypracowania. Musze stwierdzić, że niezbyt się postaraliście.
-To niemożliwe!! - oburzył się James - miała tu być ze swoim chłopakiem. Pewnie to pan, a ona się gdzieś schowała.
-Słucham?? Czy mnie słuch nie myli? Twierdzisz gówniarzu, że mam romans z uczennicą, czyś ty zdurniał?? Jak śmiesz? Wy wszyscy macie u mnie tygodniowy szlaban i pożałujecie, że bezpodstawnie oskarżacie nauczyciela. A teraz wybaczcie, chcę dokończyć sprawdzanie prac, ale widzę, że tu się nie da więc wracam do swojego gabinetu. A co do szlabanu, to wyśle wam jeszcze informacje. Żegnam.
I wyszedł. Vasabi stali tam jeszcze przez dobre pięć minut z otwartymi ustami i nie poruszali się. Wyglądali jak rzeźby z wosku. Idealny widok, by się pośmiać. Aria pomyślała, że można już wracać, więc wyszła z sowiarnii i ruszyła w stronę dormitorium Slytherinu. Po drodze spotkała wychodzących z Pokoju Życzeń Vasabi. Uśmiechnęła się do nich i pomachała im.
-Gdzie indziej spotkałam się z moim chłopakiem głąby. Bo wiedziałam co planujecie. - powiedziała, zaśmiała się i odeszła.
Dochodziła już 22, gdy wspaniała piątka skończyła odrabiać zadania. Po skończeniu pisania wypracowań: Aria - patrzyła przez okno, tęskniąc za Neponem, Bella - rozmawiała z Ale; Fleur, Miakuś i inni - grali w eksplodującego durnia. Jak zwykle wszyscy poszli spać koło północy.
komentarze [3]Odcinek XIII >> niedziela, 30 marca 2008 15:22:19
...Po drodze nikogo nie spotkała. Biegła ile sił w nogach. Gdy była w połowie drogi, na trzecim piętrze zatrzymała się, by spojrzeć na mapę. Nepon chodził w kółko po swoim gabinecie. Schowała mapę i biegła dalej. Minęła chwila i Ariuśka była już pod drzwiami gabinetu Nepona. Zapukała delikatnie. Nepon otworzył drzwi i rzekł:
-Kto to? Jest tu kto?
-Cicho to ja misiaczku, Aria. Mogę wejść. – szepnęła dziewczyna.
-Tak, wejdź. – odpowiedział i gdy znalazła się w środku zamknął pośpiesznie drzwi.
-O co chodzi? – zapytał.
-To poważna sprawa. Nie możemy się jutro spotkać. Blaise i jego banda chcą się na mnie zemścić za to, że ich lekko pokolorowałam. James podsłuchał jak mówiłam Fleur, że się umówiłam z moim chłopakiem. Oni chcą nas przyłapać, związać, pokolorować i nie wiem co jeszcze. Nie wiedzą, że to ty jesteś moim chłopakiem i nie mogą się dowiedzieć. Więc jutro nie przychodź na polanę.
Nepon złapał ją, posadził na krześle i przytulił. Po czym powiedział:
-Uspokój się. Nie spotkamy się. Nie przychodź na polankę. Mam plan. Zrobimy tak. Ja pójdę na polankę. Wezmę ze sobą jakieś jabłka i kilka książek i wypracowania. Jeśli przyjdą to ja już sobie poradzę. I na pewno nie pomyślą, że coś nas łączy.
-O.K. To dobry pomyyyysł. – powiedziała ziewając.
-Tak dobry, ale dobrze też będzie jak wrócisz do łóżka i porządnie się wyśpisz. I abyś dobrze zasnęła dostaniesz porządnego buziaka. – pocałował Ariuśkę – Dobranoc kotku.
-Dobranoc misiu.
Pod peleryną-niewidką udała się z powrotem do dormitorium Slytherinu. Była 23, a w salonie było jeszcze wiele osób. Poszła do sypialni zanieść pelerynę i zeszła do salonu, gdzie była cała ekipa. Dosiadła się do stolika, przy którym siedziały jej siostry i przyjaciółka. Rozglądała się po salonie. Zauważyła, że większość skrobie coś po pergaminach. Nie wszyscy, bowiem Vasabi siedziało w ciasnym kole razem z Lilką i omawiali coś szeptem, a od czasu do czasu, na jakieś 5 minut przerywali, by Blaise i Lilka mogli sobie w pełni okazać uczucia. Nad pergaminem także nie siedziała Ginny, koleżanka wspaniałej czwórki. Grała w eksplodującego durnia z jakimiś starszymi od niej chłopakami. Później gadała z najwyższym z nich. Koło północy salon zaczął pustoszeć. Dziewczyny z wspaniałej czwórki w nieziemsko dobrych nastrojach po rozmowie na temat przyszłego ślubu Ariuśki poszły spać. Były jednym słowem wyczerpane. Aria miała nadzieje, że Neponowi uda się przekonać Vasabi, że to nie on jest wybrankiem Arii. Żeby zmylić Vasabi postanowiła iść do biblioteki. Tam jej nic nie groziło. Ale to miało się odbyć dopiero za kilkanaście godzin, więc Arię pochłonął sen. Śniła jej się ceremonia ślubu. Ona była panną młodą, a jej przyszłym mężem był Nepon. Miała przepiękną bardzo długa białą suknię. Ogromny bukiet bawił oczy wszystkich zebranych. Zaś Nepon w swojej butelkowo-zielonej szacie wyglądał bosko. Podobał się jej ten sen. Bella śniła o Davidzie, któremu musiała odwdzięczyć się za zdradę, lecz jej sen szybko się zmienił i już po chwili śniła o Aleno. Przyśniło jej się, że zostaną na zawsze razem, nic ich nie rozdzieli i że byli na spacerze nad jeziorem, na którym spotkała Davida z jakąś dziewczyną. Jednym zaklęciem wrzuciła ich do wody. W rzeczywistości, gdyby ktoś nie spał zauważyłby jak Belli macha rękami i śmieje się szatańsko. Miakuśce śnił się wspaniały mecz quidditcha. Nie jakiś tam zwykły mecz, ale mecz o mistrzostwo świata. Miaka była kapitanem drużyny i świetnym obrońcą. Mecz był ekscytujący. Po zaciętej walce ktoś z jej drużyny złapał znicza i już po chwili wznosiła ogromny Puchar Mistrzostw Świata w Quidditchu. Nasza kochana Lilka miała koszmar (albo i nie ), w którym musiała wstąpić do Vasabi, i w którym nie mogła odejść od Blaisa bo ją szantażował, że jeśli by się na to zdecydowała, to by zginęła. Ona jednak nie chciała odejść. Później śniła jej się tylko polana z Wierzbą Bijącą. Nic w tym śnie się nie działo, poza tym że wiał wiatr. Natomiast Fleur miała okropny koszmar, który dręczył ją dość często, a ona nie wiedziała co on może oznaczać. W tym koszmarze Fleur poślubiła Goda. Zaraz po ślubie on ją porwał i zamknął w lochach. Pozwalał jej wychodzić z lochu tylko na spotkania, na które musiała iść z nim. Dostawała pełno jedzenia, ile tylko zechciała. God kupował jej wiele rzeczy, by była zadowolona, ale po jakimś czasie gdy chciała uciec przestał jej kupować cokolwiek. Zaczął ją tuczyć ( rodem z Jasia i Małgosi ). Ona musiała wszystko jeść. Gdy God wychodził ona zwracała wszystko do toalety. Popadła w bulimię. Fleur przestraszyła się tak bardzo, że się obudziła. Stwierdziła, że to był tylko sen i znowu zasnęła.
* * *
komentarze [3]Odcinek XII >> czwartek, 27 marca 2008 18:41:49
Gdy Aria spała w salonie rozpętało się piekło James i Blaise zaczęli krzyczeć gdy się zobaczyli. Nie mogli podejrzewać Fleur, Miaki i Belli, bo one spały i wstały później od nich. James od razu pomyślał o swojej sympatii Arii. Vasabi oczywiście nie wiedzieli, że James podkochuje się w Arii. Ona to przypuszczała, ale czuła wstręt do niego i do Vasabi. Belli pomogła im pozbyć się kolorowych włosów i różowych sukienek dlatego, by przestali się wreście wydzierać jak durnie. Nie chciała kłopotów. Po tym incydencie wszyscy poszli do swoich sypialni i zasnęli, niektórzy [ czyt. Zszokowani James i Blaise ] jednak z trudem. Rano przy śniadaniu Miakuś opowiadała Ariuśce o reakcji Jamesa i Blaisa . Aria skomentowała to tylko jednym słowem przerywając posiłek:
-Bamboocha!
Uśmiechnęła się i dalej konsumowała swoje śniadanko. Po chwili podszedł do nich James. Wyglądał na wściekłego i zawstydzonego. Gdy znalazł się przed Arią nie patrzył na nią, tylko jakoś obok.
-Pożałujesz tego co zrobiłaś, zobaczysz. Masz szczęście, że tego nikt nie widział.
-Ja się smucę, bo tego nikt nie zobaczył poza Miaką, Bellą i Fleur. – powiedziała ze złowieszczym uśmiechem.
-To nie jest śmieszne. A zemsta będzie słodka. Przekonasz się o tym już wkrótce.
-Bardzo mi miło z twojej strony, że mnie ostrzegłeś, bo dzięki temu mogę się przygotować.
James zaczerwienił się jeszcze bardziej, później pobladł i uciekł mówiąc do siebie „ kurwa”. Zadzwonił dzwonek i wszyscy opuścili Wielką Salę udając się na lekcje. Wspaniała czwórka udała się do lochów na eliksiry. Eliksiry zakończyły się wspaniale [ czyt. Jakieś dwie nieudolne Kaczkonki wylądowały w Skrzydle Szpitalnym ]. Następne lekcję były nudne, ciągnęły się niemiłosiernie i kończyły się stertą prac domowych. Jakiś profesor, Aria już nawet nie pamięta jaki zadał im pracę na wakacje, co oznacza cierpienie. Żeby nie podpaść pod koniec roku szkolnego Aria chciała ograniczyć wykonywanie dowcipów, ale musiała się również dowiedzieć co szykowali na nią Vasabi. Chciała by ich zemsta była ich porażkę i by to oni mieli kłopoty. Z prośbą o pomoc zwróciła się do Lilki. Złapała ją w łazience:
-Lilka ratuj, potrzebuje pomocy i tylko ty możesz mi pomóc. – powiedziała upewniając się czy są same.
-Dobra, ale o co chodzi? Mają cię wyrzucić ze szkoły czy co?
-Nie no co ty. – zaśmiała się – Chcę byś wypytała Blaisa co na mnie szykują. Przy okazji możesz sprawdzić jak bardzo mu na tobie zależy. Wiem, że chodzisz z nim nie dlatego, że go kochasz tylko z miliona innych powodów.
-Dobra, dla ciebie wszystko. Ale teraz chodźmy na lekcje. Mamy teraz Językoznawstwo.
I poszły na lekcje. Zdarzył się cud i Nepon nie zadał żadnego zadania, ku uldze Ariuśki. James podczas lekcji dziwnie na nią patrzył. On nie chciał się na niej mścić, ale musiał. Po lekcjach Ariuś udała się do sowiarnii, ale po co, to nikt nie wie. Niczego nie wysyłała, tylko patrzyła przez okno na siedzących pod dębem Vasabi. Po kilku minutach [ czyt. Dwóch minutach ] do Vasabi dołączyła Lilka. Na powitanie nieziemsko soczyście pocałowała Blaisa. Reszta Vasabi oprócz Jamesa skomentowała to okrzykami i gwizdami. Ariuś widziała jak rozmawiają. Po godzinie zobaczyła jak Lilka zaczyna się bardziej przymilać do Blaisa. Stwierdziła, że zaczęli rozmawiać o zemście na Arii. Po chwili Lilka wstała wymachując rękami i usłyszała jak krzyczy:
-Nie ufasz mi?! Ja ci cały czas ufam, kocham cię, staram się bardzo i dowiaduje się, że mi nie ufasz??!!
-Kochanie ufam ci, powiem ci co zechcesz, ale się nie denerwuj. – powiedział Blaise i objął Lilkę.
Poszli na spacer i Ariuś straciła ich z oczu. Wróciła z myślą, że Lilce bycie z Blaisem może się spodobało i że za bardzo się w to wczuła. Ale zapomniała o tym po jakimś czasie. Około 22 do sypialni, gdzie była wspaniała czwórka weszła Lilka.
-Blaise mi wszystko powiedział. James podsłuchał jak mówiłaś, że jutro spotkasz się w Pokoju Życzeń na polance ze swoim chłopakiem. Oczywiście on nie wie, że twój chłopak to Nepon. Musisz to spotkanie odwołać. Oni chcą tam wparować i wam przeszkodzić, później chcą was związać i wysmarować. Jeśli dowiedzieli by się, że chodzisz z nauczycielem to by cała szkoła się dowiedziała. Ciebie by wywalili ze szkoły, a Nepon by stracił prace. A tego nikt nie chce.
-Dobra. Jesteś koffana i bardzo Ci dziękuje.
Aria szybko otworzyła kufer, wyjęła mapę, pelerynę-niewidkę i założywszy ją na siebie pobiegła do gabinetu Nepona. ...
komentarze [2]Odcinek XI >> sobota, 24 listopada 2007 16:07:21
Lekcje przebiegały spokojnie, ale wśród Ślizgonów nadal panowała magiczna atmosfera. Byli na pierwszym miejscu w tabeli domów i zdobyli Puchar Quidditcha. Fleur chodziła na lekcją już bez peleryny-niewidki. Gdy tylko trojaczki z nią natykały się na korytarzu na Godryka udawały dementorów, albo duchy. Godryk był wściekły. Do czwórki dziewcząt dołączyła Angi i razem z nimi nabijała się z Goda.
Wieść o świetnym kawale „fantastycznej czwórki”( trojaczki i Fleur ) rozeszła się tak szybko, że w porze obiadu już każdy wiedział o tym co zdarzyło się podczas balu.
Do końca roku pozostał nie cały miesiąc, ale nauczyciele nie zwalniali tempa, raczej je jeszcze przyspieszali. Zadawali jeszcze więcej prac domowych, szczególnie szóstoklasistom. Fantastyczna czwórka oczywiście dawała sobie radę z nawałem prac domowych, natomiast Vasabi mieli wielkie kłopoty. Mieli mnóstwo zaległości i próbowali je nadrobić siedząc po nocach. Nikt im nie chciał pomóc i nikogo nie interesowało czy zdadzą do następnej klasy, czy nie.
Pogoda była rewelacyjna. Słońce grzało, wiatr lekko kołysał drzewami, a ptaszęta radośnie śpiewały latając nad głowami uczniów akademii. Po lekcjach większość osób miało zamiar spędzić popołudnie na błoniach, wylegując się lub ucząc, ale nie wszyscy. Miaka poszła na trening quidditcha, Aria udała się na szlaban do prof. Harry`ego, za wpuszczenie do klasy tuzina niuchaczy, które zamieniły klasę w pobojowisko oraz za zamknięcie Godryka w mosiężnej szafie. Natomiast Fleur i Bella ruszyły do biblioteki rozmawiając po drodze.
-Ehh.. coś się psuje nasz związek, to znaczy mój i Davida. Jakoś coraz rzadziej się spotykamy i w ogóle on jest jakiś inny, dziwnie się zachowuje.
-Zauważyłam. Jakoś z mniejszym przekonaniem okazuje ci uczucia. Słyszałam coś..., ale to pewnie tylko jakaś bujda.
Belli złapała Fleur za rękę i zaprowadziła do pustej klasy:
-Gadaj wszystko co słyszałaś czy widziałaś, bo ... bo pożałujesz.
-Dobra, ale mnie puść. – Belli usłuchała jej i puściła jej rękę. – Jak byłam dziś przed śniadaniem w toalecie to słyszałam jak pewna Gryfonka – wzdrygnęła się. – chwaliła się koleżance, że David patrzył na nią płomiennym wzrokiem, jak się natknęli na siebie w lochach i że się z nią umówił na spotkanie. Wtedy wyszłam z kabiny. One popatrzyły na mnie i szybko uciekły. Nie mówiłam ci tego, bo myślałam, że ona to sobie uroiła w tej pustej głowie.
-A więc pokażesz mi ją i razem obmyślimy jakiś plan działania. Nie pozwolę sobie żeby ktokolwiek mnie tak traktował.
Obie wyszły z klasy i powędrowały do biblioteki. Belli złapała klamką drzwi do biblioteki, Aleno miał zamiar zrobić to samo i złapał ją za rękę.
-Przepraszam. – powiedział puszczając jej rękę.
-Nie ma za co. – odpowiedziała zaczerwieniona Belli.
Przez ułamek sekundy patrzyli na siebie w dziwny sposób, zaniepokojona Fleur otworzyła drzwi i zaciągnęła do środka przyjaciółkę. Przez dwie godziny chodziły miedzy regałami szukając potrzebnych im książek. Zawsze niedaleko nich kręcił się Aleno i Belli czasem się w niego wpatrywała. Gdy znalazły wszystkie potrzebne im do odrobienia prac domowych księgi udały się do salony. Spotkały tak Miakę, która wróciła z treningu i razem z nią zajęły się nauką.
W tym samym czasie Aria, która odrobiła już swój szlaban, pobiegła do Pokoju Życzeń. Po chwili dołączył do niej Nepon. Razem zjedli kolację i deser, którym był czekoladowy tort. Prze wiele godzin rozmawiali o jakiś mało ważnych sprawach, przytulali się i w jeszcze inne sposoby okazywali sobie swoją miłość. Przez chwilę zapadło milczenie. Słuchali wtedy grania świerszczy. Gdy nagle Nepon zapytał:
-Za rok ukończysz szkołę, może chciałabyś wtedy zamieszkać ze mną? Potem moglibyśmy wziąć ślub i pomyśleć o rodzinie. Co ty na to?
-No co ty? Miałabym z tobą zamieszkać i wyjść za ciebie za mąż?
-Ja tylko tak sobie pomyślałem, ale jeśli nie chcesz to nie będę nalegać...
-Pewnie, że chcę z tobą zamieszkać po ukończeniu szkoły. O niczym innym nie marzę. – przerwała mu, a w jej oczach zalśniły łzy.
-Nie płacz kochanie.
-Ja płaczę ze szczęścia. Jestem teraz chyba najszczęśliwszą istotą na Ziemi.
-Ja też się cieszę. – powiedział i przytulił ją mocno do siebie.
Około północy Aria wróciła do salonu. Zastała tam przy stoliku pełnym pergaminów śpiące siostry i Fleur oraz przy innym stoliku śpiących Vasabi na swoich nieskończonych wypracowaniach. Przejrzała stos pergaminów dziewcząt i znalazła tam po cztery wypracowania z eliksirów, zielarstwa, wampirologii i wróżbiarstwa. Dziewczyny napisały wypracowania dla siebie i dla Arii, a każde różniło się od innych, żeby nauczyciele niczego nie podejrzewali. Jeszcze raz rozejrzała się po salonie, nic się nie zmieniło. Postanowiła wykorzystać fakt, że są tam Vasabi. Metamorfozę zaczęła od zmienienia ich szat w słodkie różowe sukienki. Następnie zabrała się za ich fryzury. Blaise wyglądał świetnie w zielono-żółtej fryzurce, a Jamesowi było do twarzy w wściekło różowych loczkach. Reszcie nie udało jej się niestety pozmieniać fryzur, gdyż zaczynali się budzić.
Aria wróciła do sypialni. Wyczarowała małe podarunki dla Fleur i sióstr w podzięce za odrobienie jej prac domowych. Położyła je na ich łóżkach, po czym położyła się spać.
komentarze [5]Odcinek X >> czwartek, 1 listopada 2007 14:47:10
Do końca roku szkolnego pozostał już tylko miesiąc, ale dla szóstoklasistów, zapowiadał się bardzo pracowicie. Po balu wszyscy spali do późna. Tym razem nikt nie wstał wcześniej, bo byli wyczerpani.
W sypialniach było słychać ciche lub głośniejsze chrapanie. David nie wytrzymał chrapania Matka, więc opuścił swoją sypialnią i udał się w stronę sypialni dziewcząt, by obudzić swoją dziewczynę. Gdy był w połowie schodów do sypialni dziewczyn schody utworzyły płaską powierzchnię. Upadł i zjechał na dół. Hamując na stoliku zrzucił wazon, który roztłukł się z donośnym hukiem. Wazon naprawił jednym machnięciem różdżką, ale pech chciał, że usłyszała to Aria, która zeszła, a raczej zjechała na dół, by sprawdzić kto tak hałasuje.
-Cześć. – przywitała się.
-Siemka. – odpowiedział jej.
-To ty narobiłeś takiego hałasu?
-Tak, przepraszam, że cię obudziłem. Chciałem obudzić Belli i zapomniałem, że wasze schody tak reagują na płeć przeciwną.
-Aha, spoko.
-A obudzisz ją za mnie?
-Nie ma sprawy, już się robi.
Po kilku minutach wróciła z wciąż zaspaną Bellą, której jeszcze zamykały się oczy i ledwo stała na nogach. Razem, w trójkę ruszyli na śniadanie. Bella dobudzała się filiżanką kawy, a David nakładał jej parówki. Gdy zabierał się za nakładanie porcji na swój talerz, zapytała go:
-Kochani jak się czujesz przed meczem? Denerwujesz się?
-Odrobinkę. – odpowiedział z niezbyt szczerym uśmiechem.
Widać było, że stresuje się, i to nawet bardzo.
-Pomogę ci się uspokoić.
I tak jak powiedziała, tak zrobiła. Uspakajanie polegało na długich namiętnych pocałunkach, których świadkiem mogłaby być Aria, lecz ona była zbyt zajęta pisaniem czegoś na kawałku pergaminu.
Po chwili całkowicie uspokojony David odszedł od stołu i poszedł szykować się do meczu. Już po chwili jego miejsce zajęła Angi, bratnia dusza Belli. Po śniadaniu ubrane na czarno trojaczki wraz z Angi i Fleur, która ukryła się pod peleryną niewidką udały się na boisko, by kibicować Ślytherinowi. Gdy zajęły miejsca w górnym rzędzie podszedł do nich Godryk, z niezbyt ciekawą miną.
-Cześć.
-Cześć. - odpowiedziały równo w czwórkę.
-Gdzie Fleur? Wiem, że to wczoraj to był wasz kolejny głupi żart.
Na te słowa Bella wybuchła płaczem, Angi zaczęła uspokajać ją i głaskać po plecach, a Ariuś powiedziała ze smutkiem i łzami w oczach:
-Jaki żart? O czym tym mówisz człowieku? Nie rozumiesz, że jej już nie ma wśród nas? I nic nie wróci jej życia. Nawet nie wiesz jaki to był szok dla jej rodziców, z którymi osobiście się spotkałyśmy i przekazałyśmy im jej ciało.
-Kitujesz.
-Wcale nie! Ona mówi prawdę, pogrzeb odbędzie się w środę w miejscowości, w której mieszkałam. A jej rodzice prosili, by nie rozgłaszać tego iż zginęła. – powiedziała Bellisia i szlochając upadł na ziemię. Podbiegł do niej David, który obserwował cały czas to zajście, i posadził ją na ławce. David i God wrócili do swoich szatni.
Mecz wkrótce się rozpoczął. Belli dalej płakała, by jej widok jeszcze bardziej zdołował Godryka. Z miejsca, w którym siedziały nie było słychać żadnych okrzyków. Przemilczały cały mecz ze smutnymi minami na twarzach.
Dla innych Ślizgonów mecz był podniecający, lecz bardzo krótki. Slytherin wygrał wynikiem 190:20. Math wyjątkowo szybko złapał znicza, którego pogrążony w depresji God nawet nie zauważył.
Radość jaka ogarnęła Ślizgonów, po meczu, była ogromna. Co chwilę w powietrze wznosiły się zielono-srebrne kapelusze, a hałas jaki wywołali mógł nawet ogłuszyć.
W salonie Slytherinu, jak to była po wygranym meczu, odbyła się impreza. Zabawa była przednia, ale nie dla wszystkich. Fantastyczna piątka siedziała pod starym bukiem z przygnębionymi, oczywiście udawanymi, minami. Wiedziały, że God je obserwuje, dopatrzyły się go bowiem w oknie biblioteki.
Spędziły tam większość niedzielnego popołudnia. Fleur cały czas kryła się pod peleryną niewidką, a obiad, przyniesiony przez Angi, zjadła po kryjomu w sypialni.
Wieczorem uczciły swój udany dowcip szklaneczką piwa kremowego ( każda miała własną szklaneczkę).
To był jeden z tych dziwnych dni.
Bella zasnęła natychmiastowo, zmęczona była ciągłym płakaniem. Reszta dziewcząt położyły się spać dopiero koło 24, gdy już nie miały co robić, a Belli zaczynała niebezpiecznie głośno chrapać...
komentarze [5]Odcinek IX >> czwartek, 4 października 2007 18:16:53
Belli wstała pierwsza, obudziła swoją przyjaciółkę i swoje siostry. Na śniadanie poszły dopiero po 30 minutach od wstania, ponieważ musiały się przyszykować na wypad do Hogsmead. Śniadanie zjadły tak szybko, że Ariuś dostała zgagi. Było jeszcze wcześnie, zatem kolejka przy wyjściu, gdzie woźny sprawdzał pozwolenia, była krótka. Ich pierwszym celem był Pub Szych, powszechnie lubiane i często odwiedzane, przez uczniów Uniwersytetu Nauk Magicznych, miejsce. Zamówiły sobie piwo kremowe i zastanawiały się głośno, co muszą dziś kupić. Kolejne godziny spędziły w sklepach na kupowaniu potrzebnych im rzeczy i na szukaniu jakiś super dodatków, do ich wyjściowych szat. Belli jako pierwsza upatrzyła sobie fajny gadżet. Był nim niebiesko – srebrny motyl, którego miała zamiar wczepić sobie we włosy. Przy okazji kupiła kilka zwojów pergaminu, pięć piór zwykłych, na wszelki wypadek i jedno samonotujące, wściekle różowe, do tego butelkę atramentu zwykłego, i jedną takiego, który zmienia kolor podczas pisania. Miakuś kupiła sobie złoty naszyjnik ze złotym serduszkiem, kilka piór, w tym jedno jaskrawo żółte, kilka zwojów pergaminu i buteleczki atramentu w kolorach zwykłym, zielonym i różowym. Wszyscy w szkole wiedzą, że Fleur i Belli często udają bliźniaczki, są nawet do siebie podobne. Przed rozpoczęciem roku szkolnego kupiły takie same szaty wyjściowe, a każda robiła zakupy w inny dzień i tego nie uzgadniały. Można sądzić, że przekazują sobie myśli telepatycznie. Dziś natomiast Fleur kupiła sobie te same rzeczy, co jej przyjaciółka. Natomiast trzecia z sióstr zakupiła przepiękne kolczyki z bursztynu oraz czerwonego kwitka, którego zamierzała wczepić we włosy. Nie kupiła niczego innego, ponieważ w szafce miała zapas piór, pergaminu i atramentu.
Bal miał się rozpocząć o dziewiątej wieczorem. Fascynująca czwórka ( trojaczki i Fleur ) wróciły do zamku za kwadrans szósta. Na przygotowanie do balu zostały im nieco ponad trzy godziny. Zakupy rzuciły na łóżka i zaczęły przygotowania. W sypialni panował chaos. Po ziemi walały się cztery pary butów, rajstop i kilka części garderoby. Miaka przywdziała czarną, satynową suknie, która znakomicie współgrała z jej niebieskimi oczami i blond włosami, które lekko podkręciła i zostawiła rozpuszczone. Na nogi założyła złote pantofelki. Wyglądała wprost olśniewająco i ktoś, kto jej nie zna, nigdy by nie powiedział, że ona należy do szkolnej drużyny quidditcha. Belli i Fleur ubrały się błękitne sukienki, na nogi założyły szpilki w tym samym kolorze co motyle, które wpięły w swoje ciemne włosy, splecione w koki, i które podkreślały ich błękitno-szare oczy. Może i wyglądały niesamowicie, ale Ariuśka przebiła je wszystkie. W krwistoczerwonej szacie prezentowała się rewelacyjnie. Na nogach miała czerwone pantofelki ze srebrnym połyskiem, z uszu zwisały jej zakupione wcześniej bursztynowe kolczyki, które pasowały do piwnych oczu i rudych włosów Arii, w które wpięła czerwonego kwiatka. Jej widok zapierał dech w piersiach, nawet mógł jakiegoś staruszka przyprawić o zawał serca. Równo o dziewiątej ruszyły do sali wejściowej, gdzie na Bellę i Arię czekał David, a na Miakę jakiś chłopak ze starszej klasy. Jedynie Fleur była bez partnera, ale jako wieczna optymistka miała zamiar znaleźć kogoś na balu. Nie było żadnego wstępu, ani przemówienia dyrektora. Fatalne Jędze od razu zaczęły grać, a cała sala zapełniła się tańczącymi parami. Grali na zmianę szybkie i wolne utwory. Wszyscy się świetnie bawili, a Fleur ruszyła do akcji. Gdy tylko Godryk zakończył tańczyć z Natalią i szukał kolejnej dziewczyny do tańca, Fleur podeszła do niego. Na jej widok zabrakło mu słów.
-Cześć God.
-Cz – cz - cześć. – wyjąkał.
-Zatańczysz ze mną? – zapytała.
-J - j - ja?
-Tak, ty. No chyba, że nie chcesz.
-Jasne, że chce.
Zatańczyli jedną szybko i dwie wolne piosenki. Podczas tej drugi wtulili się w siebie. Fleur była znakomitą aktorką, a Godryk złapał haczyk. Wyglądała jakby naprawdę jej się on podobał.
-Może pospacerujemy po błoniach? – zapytała go i przekazała telepatycznie wiadomość Belli.
-Z przyjemnością. – odpowiedział. Wyszli z zamku na błonia. Było ciemno, a na niebie połyskiwały gwiazdy. Było bardzo romantycznie. God odważył się wziąć Fleur za rękę, a potem objął ją ramieniem. W tym czasie trojaczki opuściły parkiet i salę pod pretekstem pilnej sprawy do omówienia.
Pobiegły do dormitorium po płaszcze, różdżki i miotły. Zakamuflowały swoje środki transportu i wyszły z zamku.
Fleur z Godem siedzieli już pod Zakazanym Lasem na zwalonym pniu drzewa i ich usta zbliżały się do siebie, aż w końcu spotkały się w namiętnym pocałunku. God miał zamknięte oczy więc nie zauważył nadlatujących dementorów, a raczej trojaczek przebranych za dementorów. Gdy zbliżyły się do nich na odległość kilku metrów, Fleur udając przerażenie spadła z pnia. God pomógł jej wstać i wtem zauważył co wystraszyło jego nową dziewczynę, jak sądził.
Para zaczęła uciekać. Jedyną drogą był Zakazany Las. Nie mieli wyboru. Biegli ile sił w nogach. Po kilkuset metrach God zahaczył spodniami o jakiś krzew. Szamotał się, próbując się uwolnić. Nie udawało mu się to jednak. Zauważył, że dementorzy są blisko więc kazał Fleur biec samej. Gdy byli przy nim rzucił zaklęcie patronusa i znikli. Udało się mu uwolnić z krzewu i zaczął rozpaczliwie szukać Fleur. Gdzieś w oddali usłyszał stłumiony krzyk. Ogarnęło go przerażenie. Zaczął biec w tamtym kierunku, ale z wyczerpania upadł na ziemię. Znajdował się na małej zielonej polance. Wokół nie było słychać niczego oprócz jego ciężkiego oddechu. Bał się, ale nie o siebie tylko o swoją partnerkę z balu, o swoją nową dziewczynę. Gnębiło go też poczucie winy, bo nie ratował jej, chciał, ale był tak zmęczony, że nie potrafił. W głowie cały czas słyszał ten przerażający krzyk.
Nagle usłyszał jakieś szelesty na drzewami rosnącymi wokół polanki. Coś zaczęło pojękiwać ze wszystkich stron.
-Kim albo czym jesteś? – wydyszał przerażony.
-Jestem Fleur Delacour, ale jestem już duchem.
-Dlaczego cię nie widzę? Duch są przecież widzialne, prawda?
-Niekoniecznie.
-A-ale jak to się stało, że zginęłaś?
-Kazałeś mi biec więc pobiegłam. Byłam tak przerażona, że nie zdała sobie sprawy z tego, że to niebezpieczne. Jednak ty nie powinieneś mnie tak zostawiać. Biegłam i biegłam w końcu zatrzymałam się. Czułam, że jestem bardzo daleko. Nagle coś zaczęło szeleścić w krzakach. Myślałam, że to ty. Myliłam się. To była mantykora. Próbowałam rzucać na nią zaklęcia, ale tylko odbijały się od niej. Chciałam uciec, ale gdy tylko się odwróciłam, poczułam ukłucie jej żądła w plecach. Bałam się więc zostałam na granicy życia i śmierci jako duch.
-Przepraszam cię Fleur. Nie chciałem. Nie sądziłem, że to się tak potoczy.
-Ale stało się i nic tego nie zmieni. Opowiedz wszystkim jutro co się stało. Chcę, żeby moje przyjaciółki dowiedziały się jako pierwsze. Ale zrób to jutro. Nie psuj nikomu nastroju tego wieczoru.
-Dobrze Fleur. Kocham cię i nie zapomnę. – powiedział z szczerością w głosie.
-Ja Ciebie też. Żegnaj.
Zapadła głucha cisza. Fascynująca Czwórka odleciała do zamku. God siedział przez chwilę na ziemi, ale potem wstał przywołał swoją miotłę i odleciał.
Fleur dalej zakamuflowana udała się do sypialni i tam pozostała. Zabrała ze sobą rzeczy trojaczek, które wróciły na bal.
God wróciwszy do zamku zajrzał do wielkiej Sali wypatrując Fleur i zapytał kilka osób, czy jej nie widziały. Te jednak odpowiedziały przecząco. Zrozpaczony poszedł do swojego dormitorium, po czym zasnął w fotelu przed kominkiem.
Trojaczki w prawdzie żałowały, że nie ma z nimi Fleur, ale bawiły się świetnie. Tańczyły do upadłego, a potem siedząc i popijając poncz rozmawiały z Davidem i żartowały.
Bal był udany dla wszystkich oprócz Goda. Zabawa zakończyła się około trzeciej nad ranem. Niektórzy jeszcze bawili się w dormitoriach, a inni od razu kładli się spać.
komentarze [2]Odcinek VIII >> wtorek, 25 września 2007 07:48:55
Trojaczki ( Belluś, Miakuś, i Ariuś ) obudziły się równocześnie. Miakuś wygramoliła się szybko z łóżka i odziała w krótką, czarną sukienkę na ramiączkach z prawdziwego jedwabiu. Po dziesięciu minutach Aria i Bella uległy namowom siostry i również założyły sukienki, ale nie tak krótkie jak siostra, bo sięgające kolan. Aria niebieskobłękitną, a jej siostra bordową. Rozpuściły włosy, pomalowały błyszczykiem usta i poszły do Wielkiej Sali na śniadanie. Idąc korytarzami zwracały na siebie uwagę wszystkich chłopców, którzy z wrażenia otwierali usta i wodzili za nimi oczami pełnymi nadzieji. One jednak nie przejmowały się tym, ponieważ zajęte były dopracowywaniem dowcipów. Gdy wyszły z ciemnego korytarza do pięknie oświetlonej sali wejściowej dołączyła do nich ich przyjaciółka, Fleur, która tak jak Belli ubrana była w bordową sukienkę do kolan. Nie rzadko się zdarzała, że te dwie ubrały się podobnie, powiedziały to samo lub pomyślały. Były bardzo zgodne i nigdy się nie kłóciły. Rówmnież, gdy weszły do Wielkiej Sali chłopcy spoglądali na nich, wręcz z pragnieniem, czy też pożądaniem w oczach. Nawet jedząc śniadanie czyłu na swoich plecach wiele spojrzeń, nie odwaracały się jednak, tylko zajmowały się dalej dowcipami. Pod koniec sniadania podszedł do nich david i przywitał się ze swoją dziewczyną, a w chwilę później zwrócił się do jej siostry:
-Miaka, dzisiaj po kursie tańca jest trening.
-Dziś? - zapytała z niedowierzaniem.
-Tak, musimy opracować nowe taktyki. Przecież wiesz, że mecz jest już w niedzielę.
-Pokonamy Kaczkonów bez problemów, oni są słabi. - powiedziała grzebiąc widelcem w resztkach jajecznicy.
-Tak są, ale mają nowego ścigającego.
-Kogo?
-Godryka.
-No co ty, tego idiotę?
-Wiem, że inteligentny to on nie jest, ale miałem sposobność obserwować go jak trenował i uwież mi nieźle daje sobie radę.
-Dobra, będę na pewno. Mam nadzieję, że już go rozpracowałeś.
-No, a co ty myślałaś. - i zabrał się za spory kawałek kiełbasy.
-Davidku, to my idziemy już do dormitorium, a ty zjedz sobie spokojnie śniadanko. - powiedziała Bella, całując go na pożegnanie w policzek.
David tylko uśmiechnął się czule i odprowadził ją wzrokiem do drzwi.
Dziewczyny w pośpiechu udały się do swojej sypialni i usiadłwszy na jednym z wielkich łóżek omawiały plan.
-... Najpierw będziemy udawać dementorów. - powiedziała podekscytowana Aria.
-No dobra, ale któraś z nas musi go przecież zaprowadzić do tego lasku. - odparła Belli.
-A ja mam lepszy pomysł. - rzuciała trzecia z sióstr. - Nie zrobimy tego w Hogsmead, tylko podczas balu bożonarodzeniowego.
-Ale gdzie? - zapytała Fleur.
-Ty Fleur zatańczysz z nim i będziesz z nim flirtować. - przyjaciółka popatrzyła na Belle ze złością. - Nie denerwuj się. Ty musisz to zrobić, bo jeszcze tylko ty mu nie podpadłaś w żaden sposób. Postarasz się, by ci uwierzył. Zabierzesz go na spacer w stronę Zakazanego Lasu. Porozmawiacie sobie, zapoznacie się lepiej. - zażartowała. - Musisz go tak wkręcić, aby chciał cię pocałować. Gdy już będzie chciał to zrobić, to my ubrane w czarne peleryny, zakrywające wszystko wkroczymy do akcji. Otoczymy was. Udawaj przerażoną, trzęś się ze strachu. Jedyna ucieczka jaka wam pozostanie to las. Zaczniesz uciekać i pociągniesz go za sobą. Jak już będziecie daleko to się rozdzielcie. I jak już będziesz sama to przywołasz do siebie miotłe i rzucisz na siebie i miotłe zaklęcie kameleona.
-A co z naszymi miotłami? - wtrąciła Aria.
-Nie wiem. - odpowiedziała Miakuś.
-Ale ja wiem. - odparła radośnie Bella. - Będziemy je trzymać za końce i rzucimy na niej zaklęcie kameleona.
-Miakuś możesz kontynuować. - rzekła Aria.
-My wsiądziemy na swoje miotły i będziemy lecieć za Godrykiem, ale uprzednio i siebie zakamuflujemy. Później jak go znajdziemy będziemy wydawać z siebie różne jęki i bedziemy coś do niego mówić. Ty Fleur polecisz za nami. Będziesz udawać swojego ducha. Powiesz, temu tępakowi, Godrykowi, że cię opuścił w lesie i coś cie zabiło, i tym podobne.
-Super!!! Ale musimy już iść na ten głupi kurs. - przypomniała dziewczyną Fleur.
Podczas kursu jak zwykle dziewczyny nudziły się okropnie. Nie miały się z zczego smiać, bo Kaczkonom udało się opanować tańce i juz nie mylili się, a ni nie potykali. Gdy kurs dobiegł końca nie mogły wyrazić swojej radości jaka je wypełniała. Resztę dnia, gdy Miakuś wróciła z treningu poświęciły na gry, odrabianie zaległych prac domowych i plotkowanie. O swoim planie nie wspomniały nawet słowem, by nikt nie mógł ich podsłuchać. Dziś postanowiły pójść spać, wcześniej niż zwykle i w łóżkach były już o dziesiątej wieczorem. Śpiać wyglądały jak aniołki, ale nie ocenia się książki po okładce.
komentarze [3]Odcinek VII >> czwartek, 16 sierpnia 2007 17:03:15
Nastał wieczór, dość pochmurny, ponury wieczór. Wielkie krople deszczu rozbijały się o niewielkie okna salonu Slytherinu. Ariuś po wspaniale spędzonym czasie z jej ukochanym Neponem wróciła do dormitorium. Usiadła koło swojej siostry. Belluś siedziała sama, gdyż David opracowywał z resztą drużyną nowe taktyki przed niedzielnym meczem z Kaczkonami. Belli była szczęśliwa, bo miała wspaniałego chłopaka, którego bardzo kochała i myślała, że on też ja kocha. Ariuśka opowiedziała jej o tym co robili, ale nie zbyt szczegółowo, ponieważ postanowiła szczegóły zostawić dla siebie, by móc się w pełni nimi nacieszyć. Zakończyły ten temat i zaczęły obmyślać jakie dowcipy mogłyby wyrządzić niektórym, tak zwanym przypadkowym osobom. Pomysłów i to w większości genialnych miały całą masę. Wybrały kilka z nich i zdecydowały wybrać ofiary. Stały się nimi: w pierwszej kolejności Godryk, a później Patryk, Natalia i Nataliona. Dla Godryka wybrały najlepszy, najśmieszniejszy i najbardziej upokarzający dowcip ( szykuje się piekło ). Belluś wstała z dość nędzną miną, co zdziwiło jej siostrę, bo przecież szykowały kilka świetnych dowcipów i mieli doskonałe ofiary.
-Ariuś ja już dłużej tak nie wytrzymam.
-Ale jak? - zapytała Aria.
-Nie wytrzymam już dłużej na tej beznadziejnej diecie. Ja się tylko męczę, tracę siły, ochotę na dowcipy, a w nocy nie mogę spać. Ja nie umiem żyć bez „prawdziwego” jedzenia.
-Dobra, kończysz te cholerną dietę, bo to, że się męczysz też zauważyłam. Idziemy coś zjeść.
-Teraz zjadłabym nawet hipogryfa z kopytami.
-Ale nie zjesz kochanego hipogryfka?
-Nie, ale zjem bardzo dużo.
I ruszyły żwawym krokiem na kolację do Wielkiej Sali. Ariuś nie widziała jeszcze Belli w takim stanie. Przyjrzała się jej uważnie. Na twarzy Belli dostrzegła zmęczenie i podkrążone oczy, siostra zdziwiła się bo nie zauważyła tego wcześniej, tak była zajęta sobą. Od jedzenia Belliśka dostała wypieków na policzkach, a w jej oczach pojawił się blask. Po chwili jej oczy już nie błyszczały, zaszły mgłą. Uroniła kilka łez szczęścia, nie odrywając się od jedzenia. Widać było jak bardzo jest wychudzona. Chcąc zapobiec takiemu wyglądowi swojej siostry, Ariuś nakładała jej na talerz pełno jedzenia i ocierała jej łzy z policzków. Belli zjadła dużo, lecz nie wszystko. Już nie wyglądała na wychudzoną jak po torturach. Wyglądała naturalnie. Nie za gruba, nie za chuda, lecz w sam raz. Z normalnym wyglądem odzyskała dobry humor, wiązało się to z tym, że od razu po wyjściu z Wielkiej Sali zrobiła dowcip jednemu z pierwszorocznych. Zaczaiła się za rogiem mając na sobie pelerynę-niewidkę swojej siostry Ariusi. Gdy zobaczyła ucznia z pierwszej klasy podążyła za nim. Idąc za chłopcem szeleściła papierkami po cukierkach. Chłopiec odwracał się co chwilę, oglądając się z przerażoną miną za kimś, lub czymś, co wywoływało te szelesty. Belli podeszła do wystraszonego chłopca bliżej. Była dosłownie metr za swoją ofiarą. Przykleiła mu do pleców jedną z kartek, które zawsze miała przy sobie z napisem: / Jestem milutkim kociakiem. Pogłaskaj mnie!/. Ariuś, która całą scenkę oglądała z dołu schodów zachichotała. Nadszedł czas na drastyczny koniec. Belli będąc dalej metr za wystraszonym, nic nie przewidującym chłopcem wyciągnęła do przodu ręce i jednym szarpnięciem ściągnęła mu spodnie. Ujrzała jego super odlotowe bokserki w Złote Znicze i miotełki. Zaczęła się śmiać udając głos Irytka. Chłopiec wystraszył się na śmierć i zaczął uciekać z opuszczonymi w dole spodniami. Co jakiś czas potykał się i upadał. Siostry śmiały się i podziwiały tą scenkę do póki przestraszony chłopiec nie zniknął na zakręcie. Belli i Ariuś wróciły do salonu Slytherinu cały czas trzęsąc się ze śmiechu. Ariuś stwierdziła, ze jutrzejszy dzień będzie pełen wrażeń, bo Belli znów jadła normalnie.
O północy trojaczki oznajmiły, że są zmęczone. Udały się do swojej sypialni. Belli z pełnym żołądkiem zasnęła od razu. Natomiast Ariuś przekazała swojej drugiej siostrze Miakuś i dobrej koleżance Fleur plany związane z kolejnym dniem:
-... Będzie dużo śmiechu. Piszecie się na to??
-No pewnie! - krzyknęły razem Miakuś i Fleur.
Bella nie obudziła się jednak. Nic by jej nie wyrwało z mocnego snu o śniadanku składającego się z jajecznicy na bekonie z kilkoma kromkami chleba, posmarowanymi gruba warstwą masełka, a do tego świeżo wyciśnięty sok z dyni z kilkoma kostkami lodu, w kształcie skrzacich łebków. Obróciła się na bok, otworzyła usta, i zaczęła się ślinić.
-Dziewczyny, kładziemy się spać, by nabrać sił w ciągu jutrzejszego dnia grozy.
Żadnej z dziewcząt zaśnięcie nie sprawiło problemów. Miakuś śniła o quidditchu, należała do narodowej reprezentacji i właśnie brała udział w ważnym meczu z Norwegami. Fleur śnił się jakiś chłopak, miał szaty Slytherinu, ale nie widziała go wcześniej w szkole. Był przystojny, lecz nie w jej typie, choć bardzo sympatyczny. W śnie zaprzyjaźniła się z tym chłopakiem, jej siostry też. Natomiast Ariuś przyśnił się Nepon. Była przy nim, ale nie na polance, w jego gabinecie, czy nawet szkole. To wyglądało jak ich wspólne mieszkanie. Półki zawalone były książkami Nepona, a w otwartej szafie zobaczyła swoje i jego ubrania. Każda z nich pamiętała jednak, jakąś częścią swojego mózgu o czekających je mękach podczas kursu tańca. Ale postanowiły, że wytrzymają te kilka godzin, w końcu temu kursowi zawdzięczały brak lekcji i zadań domowych przez dwa dni. Chłopcy nie przejmowali się niczym. Urządzili sobie wojnę na poduszki. Na początku było spokojnie, potem jednak, jakby przybyło im więcej energii. Kilka poduszek rozpruło się i w całej sypialni było pełno pierzu. Nikt się jednak tym nie przejął ( przecież są czarodziejami ). O pierwszej w nocy kilkoma zaklęciami posprzątali ten burdel ( za przeproszeniem ) i położyli się spać. Każdy śnił o ... balu ( toż to szok o_O! )i o swojej dziewczynie, lub o dziewczynie, z którą chciałby być i wybrać się z nią na bal, który przetańczyliby do białego rana.
komentarze [10]Odcienk VI >> wtorek, 7 sierpnia 2007 18:27:23
W te kilka godzin, które pozostały do kursu tańca Ślizgoni odpoczywali. Mimo, że nie mieli wiele czasu, by się zregenerować, to i tak im się udało i podczas kursu pokazywali innym co potrafią. A potrafili wiele. Z walcem i mazurkiem nie mieli żadnych problemów, tańczenie ich przychodziło im z łatwością. Problemy jednak wystąpiły, gdy mieli tańczyć poloneza, ale nie tylko oni mieli z tym problem. Wszyscy nie umieli załapać rytmu i zapamiętać kombinacji, wszyscy oprócz Arii i Nepona, który prowadził kurs. Bo tak się akurat złożyło, że Aria została bez partnera.
Ślizgoni natomiast okazali się o wiele lepsi od innych w tańcach nowoczesnych. Musieli pomagać Kaczkonom ( Kaczkoni to inaczej Krukoni ), którzy ruchy mieli jak kaczki. Pomagając im śmiali się z nich w głębi ducha.
Kurs trwał cztery długie godziny, podczas których Ślizgoni byli zieloni ze śmiechu, gdy widzieli, jak co chwilę ktoś się potyka, lub jak depcze partnerce po stopach. Było kilka takich osób, w tym Godryk, którzy tracili równowagę i upadali na ziemię jak głazy, ciągnąc za sobą partnera lub partnerkę.
Po czterech godzinach śmiechu przyszedł czas, aby zapełnić żołądki smażonymi ziemniaczkami, smakowitymi pieczeniami, sosami wszelkiego rodzaju, różnorodnymi surówkami i innymi przepysznymi daniami oraz wspaniałymi deserami. Po obiedzie uczniowie z pełnymi brzuchami udali się do biblioteki, sowi arni, swoich dormitoriów, lub jeszcze w inne zakamarki zamku, ponieważ na dworze rozpętała się straszliwa ulewa i nikt nie był na tyle głupi, by wychylać nosa z ciepłego wnętrza zamku. W salonie Slytherinu było jak zwykle głośno. Jedni rozmawiali lub grali w przeróżne gry, drudzy zaś, jak Belli i David całowali się lub rozmawiali szeptem o kolejnych randkach oraz sprawami dotyczącymi balu. Inni drzemali, jak na przykład Ariuś, która zasnęła na chwilkę w fotelu przy oknie. Miała tajemniczy sen, a mianowicie zobaczyła siebie wchodzącą do Pokoju Życzeń i Nepona siedzącego pod rozłożystym klonem, chowającego cos za plecami. Przebudziła się i szybko wstała. Ten sen wydawał jej się tak realistyczny, jakby to co zobaczyła działo się naprawdę. Podeszła do Belli i szepnęła jej do uszka, że idzie do biblioteki. Siostra Ariusi jednak się tym nie przejęła, ani nie zdziwiła, bo była zbyt zajęta rozmową z Davidem. Aria wyszła z pokoju wspólnego i biegiem podążyła do pokoju Życzeń. Wchodząc na małą, zieloną polankę ujrzała Nepona siedzącego pod drzewem, tym samym co we śnie, i ukrywającego cos za sobą. Gdy zamknęła drzwi na klucz Nepon wstał i pocałował ją soczyście, zbyt soczyście, bo nie przygotowana i zaskoczona Aria, aż się zakrztusiła jego śliną, i wręczył jej bukiet krwistoczerwonych, przepięknych róż.
-Nigdy nie widziałam tak prześlicznych kwiatów, o tak krwistym kolorze. Dziękuję ci bardzo.
-Piękne kwiaty, lecz twoja uroda przyćmiewa ich urok.
Ariuś westchnęła głęboko i zaczerwieniała się, przybierając na twarzy kolor podobny do koloru kwiatów, które trzymała w dłoni. Podeszła do niego i zaczęli się całować tak namiętnie, że Aria upuściła bukiet na ziemię, i tak długo, że Neponowi zdrętwiała noga. Dalej przyklejeni do siebie położyli się na miękkim mchu. Czasem zmieniali pozycje. Raz ona leżała na nim, a drugim razem on na niej. Różnie to bywało. Po gdzieś godzinie gdy leżeli na boku Nepon odsłonił bluzkę Arii i pocałował ja delikatnie brzuch, co ja połaskotało. Później muskał ustami jej ramiona i dłonie, znowu brzuch, a potem jak wampir przyssał się do jej szyi, liżąc ją i ssąc. W efekcie pozostawił po sobie na niej ślad w formie malinki. Całował prawie każdy kawałek jej ciała. Następnie zamienili się rolami i to Ariuś całowała go po szyi, brzuchu, ramionach, klatce piersiowej, a później nawet plecach. Było im wygodnie na mchu, którego Ariuś nie zauważyła…
komentarze [11]Odcinek V >> czwartek, 2 sierpnia 2007 20:39:33
ZASZŁY PEWNE ZMIANY W TYM ODCINKU, JEST DŁUŻSZY. BO ZDAŁAM SOBIE SPRAWĘ, ŻE POŁOWĘ TEGO ODCINKA GDZIEĆ MI UCIEKŁO :P:P:P
Aria otworzyła oczy, spojrzała w prawo i zobaczyła swoją siostrzyczkę Miakuś słodko wtuloną w miękką, wielką poduchę. Gdy spojrzała w lewo doznała szoku. Łóżko Belli było puste, a pościel w stanie nienaruszonym. Przestraszona postanowiła jej poszukać. Znalazła ją w salonie. Spała razem z Davidem na fotelu. Widok był przezabawny. Belli leżała na kolanach Davida. Jej ręce i nogi zwisały poza fotel. Natomiast David położył głowę na brzuchu Belli. Ariuśka patrząc na nich wywnioskowała, że w takiej pozie nie jest im za wygodnie, wiec postanowiła ich obudzić. Nachyliła się nad Davidem i szepnęła mu do ucha:
-Trzeba wstawać. Spóźniłeś się na trening.
David gwałtownie podniósł głowa, na szczęście nie zrzucając i nie budząc swojej dziewczyny.
-Jaki trening? Co? Gdzie? Kiedy? Jak? Dlaczego? - wymamrotał zaspany.
-Nie ma żadnego treningu, ale już ranek a wy spaliście na fotelu całą noc.
-Aha, ale jej nie będę budzić. Położę ją tylko jakoś normalnie. To przeze mnie. Zaczęliśmy ciekawy temat, ale było już trochę późno, więc zasnęła.
-Nic nie szkodzi, jej się na pewno spodoba wieść o tym, że spędziła z tobą noc, a nawet na tobie. Też bym tak chciała z Neponem. - rozmarzyła się Ariuś.
- Przecież już z nim spędziłaś całą noc. - wytrącił ją z marzeń.
-Tak, wiem. Chciałabym to powtórzyć bo było bosko.
-Mi z Bellą też jest bosko. Ona jest wspaniała. - oświadczył David.
-Widać. Już niedługo wakacje, zobaczycie się podczas nich?
-Mam taką nadzieję. Chcę ją zaprosić do siebie.
-Super! Na pewno się zgodzi.
-Ariuś, mogę cię o coś spytać?
-Wal śmiało! - rzuciła.
-Zapytałem ją kilka dni temu, czy w przyszłości będzie moją żoną i jeszcze mi nie odpowiedziała. Ty ją dobrze znasz więc powiedz mi, zgodzi się?
Popatrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami i ustami i po chwili, gdy dotarło do niej co on właśnie powiedział, rzekła:
-Zwaliłeś mnie z nóg. To cudownie! I nie martw się, na pewno się zgodzi. Cieszę się, że w końcu się odważyłeś na takie wyznanie! - ostatnie zdanie powiedział głośniej.
Belli zaczęła się obracać, aż w końcu obudziła się całkowicie. Spojrzała najpierw na Ariuś, która ją zbudziła i uśmiechnęła się do niej. Obróciła głowę w stronę Davida, uśmiechnęła się szeroko i pocałowała go.
-My tutaj spaliśmy całą noc? - zapytała Davida.
-Tak kochanie. - odpowiedział uśmiechając się.
-Cudownie się czuję.
-Belluś, zastanowiłaś się już? - spytał z niepokojem.
-Tak i zgadzam się być w przyszłości twoja żoną, bo na razie nie możemy… niestety.
Te ostatnie słowa powiedziała ze smutkiem. Wstała, pocałowała Davida i pobiegła się odświeżyć. Aria poszła na śniadanie. Zaraz po tym jak usiadła przy stoliku dostała sowę. Po przeczytaniu liściku okazało się, że ma dziś imieniny, czego do tej pory nie wiedziała. Na końcu liściku pisało „ Zawsze kochający Nepon”. Poruszył ją ten liścik. Do niego była dołączona paczka. Rozerwała papier i otworzyła pudełko, z którego wyciągnęła dwa misie, przesłodkie misie połączone sercem z napisem „Kocham Cię na wieki i nie przestanę”. Po pięciu minutach do Ariusi dołączyli nieodłączni David z Bellą, Angi z Mathem, Miakuś, Fleur, Lianne i nieoczekiwanie James, który patrzył na Ariuś kątem oka. Belli wyrwała siostrze pudełko z prezentem i pokazała innym słodkie misie. Aria na szczęście schowała list do kieszeni w spodniach.
-Ariuś, kto ci to przysłał i dlaczego? - zapytała się Fleur.
-Jakiś tajemniczy wielbiciel, bo mam dziś imieniny, czego nie wiedziałam, aż do dzisiaj.
-Milutkie! - powiedziała Lianne.
James obejrzał prezent Arii i podał go dalej. Udawał, że jemu też się podoba, ale w głębi duszy był zazdrosny. Gdy jego i Arii spojrzenia spotkały się puścił do niej oczko, ale ona zignorowała go i nawet się nie uśmiechnęła. Dzisiejsze lekcje minęły im niesamowicie szybko. W środę miało odbyć się przyjecie urodzinowe trojaczek. Wieczorem aria dostała kolejna sowę. Nepon zaprosił ją w środę do swojego gabinetu na pogawędkę i herbatkę ( bo teraz tak to się nazywa ). Trojaczki zupełnie zapomniały o swoich urodzinach. Zmęczone odrabianiem prac domowych, zadanych przez nauczycieli, poszły wcześniej spać. Gdy one spały inni planowali przyjecie.
***
Rankiem następnego dnia, dnia wielkiej imprezy - niespodzianki. Wszystkie znaki na niebie i nie tylko można było odczytać w jeden sposób: / „Dzisiejszy dzień będzie cudowny”/. Po śniadaniu wszyscy wrócili do dormitorium po torby z książkami. Belli zauważyła ogłoszenie:
- Hura! W tą sobotę możemy iść do Hogsmead. - krzyknęła Bella.
- Super!!! - odkrzyknęli wszyscy.
- Ale to nie wszystko. Jutro i w piątek zamiast lekcji mamy kurs tańca, bo w sobotę jest bal z okazji urodzin dyrektora.
- Yeah!! - krzyknęły Miakuś i Belluś.
Lekcje dla wszystkich stały się miejscem do rozmawiania o balu. Wszędzie było widać chłopaków zapraszających dziewczyny na tą imprezę. Belli szła z Davidem, Angi z Mathem, Hermi z Wasilijem ( tajemniczym X ), Fleur i Miakuś też miały partnerów. Tylko Ariuś była sama, bo przecież nie mogła iść z nauczycielem na bal. Belli wpadła na pomysł na lekcji Językoznawstwa:
- Ariuś nie martw się, pójdziesz ze mną i z Davidem. Będziemy tańczyć na zmianę. Zgadzasz się?
- Tak, bo chcę być na tym balu. Nie mogę zmarnować takiej okazji. - powiedziała z uśmiechem Ariuś.
Zadzwonił dzwonek. Prof. Nepon kazał Arii zostać po lekcji. Zaczął rozmowę:
- Panno Black zauważyłem, że dalej są problemy z Językiem Elfów Złotych. W związku z tym proszę przyjść na konsultacje do mojego gabinetu o 20.
- Ale…
- Żadnego „ale”. Widzimy się o 20 .- przerwał jej i wręczył Ariuśce karteczkę z napisem: / nie gabinet tylko mała polanka w Pokoju Życzeń /.
- Do widzenia. - pożegnała się Ariuś.
- Do zobaczenia panno Black.
Gdy Belli siedziała w sypialni przyszła do niej Fleur:
- Belluś choć na dół, zobaczysz co wymyślili pierwszoroczni.
- No, dobra. Już idę.
Belli podążyła za Fleur. Gdy weszła do salonu wszyscy zaczęli śpiewać „Sto lat” Każdy podchodził do niej, składał jej życzenia. Niektórzy dali jej jakieś prezenty. Od Davida dostała wielkie serce z napisem „Kocham Cię” Od Fleur dostała wielką tabliczkę czekolady itd.
- Gdzie są Miakuś i Ariuś?? - zapytała Davida.
- Miakuś wyszła na spacer z jakimś chłopakiem. Jej dałem łańcuszek. - powiedział.
- To urocze, a gdzie jest Ariuś.
- Poszła do Nepona. -szepnął.
- A jej co dałeś?
- Kolczyki, chyba się jej spodobały, bo od razu je założyła, podziękowała mi, pocałowała mnie w policzek i wybiegła.
W tym czasie w Pokoju Życzeń Ariuś i Nepon jedli romantyczną kolację. Nepon dał Arii złoty łańcuszek z serduszkiem. Na powitanie całowali się chyba z 20 minut ( do rekordu Guinnesa brakuje jeszcze tylko kilkudziesięciu godzin ). Całą noc gadali i całowali się na zmianę. Natomiast w salonie w dormitorium Slytherinu była odjazdowa impreza. Wszyscy świetnie się bawili. Było mnóstwo słodyczy, kremowego piwa i innych napoi, a z czarodziejskiego radia słychać było extra piosenki Fatalnych Jędz. Prawie wszyscy tańczyli i bawili się do rana. Nad ranem do zabawy dołączyły Miakuś z Ariuśką. Zabawa zakończyła się wolna piosenką. Wszyscy tańczyli wtuleni do siebie. Gdy piosenka się skończyła, wyczerpane towarzystwo ruszyło w stronę sypialń, by odpocząć przed… kursem tańca ( po przetańczonej nocy kurs tańca jest chyba zbędny xD ).
komentarze [5]
| Szablon by
Belliśka