Odcinek IX >> czwartek, 4 października 2007 18:16:53
Belli wstała pierwsza, obudziła swoją przyjaciółkę i swoje siostry. Na śniadanie poszły dopiero po 30 minutach od wstania, ponieważ musiały się przyszykować na wypad do Hogsmead. Śniadanie zjadły tak szybko, że Ariuś dostała zgagi. Było jeszcze wcześnie, zatem kolejka przy wyjściu, gdzie woźny sprawdzał pozwolenia, była krótka. Ich pierwszym celem był Pub Szych, powszechnie lubiane i często odwiedzane, przez uczniów Uniwersytetu Nauk Magicznych, miejsce. Zamówiły sobie piwo kremowe i zastanawiały się głośno, co muszą dziś kupić. Kolejne godziny spędziły w sklepach na kupowaniu potrzebnych im rzeczy i na szukaniu jakiś super dodatków, do ich wyjściowych szat. Belli jako pierwsza upatrzyła sobie fajny gadżet. Był nim niebiesko – srebrny motyl, którego miała zamiar wczepić sobie we włosy. Przy okazji kupiła kilka zwojów pergaminu, pięć piór zwykłych, na wszelki wypadek i jedno samonotujące, wściekle różowe, do tego butelkę atramentu zwykłego, i jedną takiego, który zmienia kolor podczas pisania. Miakuś kupiła sobie złoty naszyjnik ze złotym serduszkiem, kilka piór, w tym jedno jaskrawo żółte, kilka zwojów pergaminu i buteleczki atramentu w kolorach zwykłym, zielonym i różowym. Wszyscy w szkole wiedzą, że Fleur i Belli często udają bliźniaczki, są nawet do siebie podobne. Przed rozpoczęciem roku szkolnego kupiły takie same szaty wyjściowe, a każda robiła zakupy w inny dzień i tego nie uzgadniały. Można sądzić, że przekazują sobie myśli telepatycznie. Dziś natomiast Fleur kupiła sobie te same rzeczy, co jej przyjaciółka. Natomiast trzecia z sióstr zakupiła przepiękne kolczyki z bursztynu oraz czerwonego kwitka, którego zamierzała wczepić we włosy. Nie kupiła niczego innego, ponieważ w szafce miała zapas piór, pergaminu i atramentu.
Bal miał się rozpocząć o dziewiątej wieczorem. Fascynująca czwórka ( trojaczki i Fleur ) wróciły do zamku za kwadrans szósta. Na przygotowanie do balu zostały im nieco ponad trzy godziny. Zakupy rzuciły na łóżka i zaczęły przygotowania. W sypialni panował chaos. Po ziemi walały się cztery pary butów, rajstop i kilka części garderoby. Miaka przywdziała czarną, satynową suknie, która znakomicie współgrała z jej niebieskimi oczami i blond włosami, które lekko podkręciła i zostawiła rozpuszczone. Na nogi założyła złote pantofelki. Wyglądała wprost olśniewająco i ktoś, kto jej nie zna, nigdy by nie powiedział, że ona należy do szkolnej drużyny quidditcha. Belli i Fleur ubrały się błękitne sukienki, na nogi założyły szpilki w tym samym kolorze co motyle, które wpięły w swoje ciemne włosy, splecione w koki, i które podkreślały ich błękitno-szare oczy. Może i wyglądały niesamowicie, ale Ariuśka przebiła je wszystkie. W krwistoczerwonej szacie prezentowała się rewelacyjnie. Na nogach miała czerwone pantofelki ze srebrnym połyskiem, z uszu zwisały jej zakupione wcześniej bursztynowe kolczyki, które pasowały do piwnych oczu i rudych włosów Arii, w które wpięła czerwonego kwiatka. Jej widok zapierał dech w piersiach, nawet mógł jakiegoś staruszka przyprawić o zawał serca. Równo o dziewiątej ruszyły do sali wejściowej, gdzie na Bellę i Arię czekał David, a na Miakę jakiś chłopak ze starszej klasy. Jedynie Fleur była bez partnera, ale jako wieczna optymistka miała zamiar znaleźć kogoś na balu. Nie było żadnego wstępu, ani przemówienia dyrektora. Fatalne Jędze od razu zaczęły grać, a cała sala zapełniła się tańczącymi parami. Grali na zmianę szybkie i wolne utwory. Wszyscy się świetnie bawili, a Fleur ruszyła do akcji. Gdy tylko Godryk zakończył tańczyć z Natalią i szukał kolejnej dziewczyny do tańca, Fleur podeszła do niego. Na jej widok zabrakło mu słów.
-Cześć God.
-Cz – cz - cześć. – wyjąkał.
-Zatańczysz ze mną? – zapytała.
-J - j - ja?
-Tak, ty. No chyba, że nie chcesz.
-Jasne, że chce.
Zatańczyli jedną szybko i dwie wolne piosenki. Podczas tej drugi wtulili się w siebie. Fleur była znakomitą aktorką, a Godryk złapał haczyk. Wyglądała jakby naprawdę jej się on podobał.
-Może pospacerujemy po błoniach? – zapytała go i przekazała telepatycznie wiadomość Belli.
-Z przyjemnością. – odpowiedział. Wyszli z zamku na błonia. Było ciemno, a na niebie połyskiwały gwiazdy. Było bardzo romantycznie. God odważył się wziąć Fleur za rękę, a potem objął ją ramieniem. W tym czasie trojaczki opuściły parkiet i salę pod pretekstem pilnej sprawy do omówienia.
Pobiegły do dormitorium po płaszcze, różdżki i miotły. Zakamuflowały swoje środki transportu i wyszły z zamku.
Fleur z Godem siedzieli już pod Zakazanym Lasem na zwalonym pniu drzewa i ich usta zbliżały się do siebie, aż w końcu spotkały się w namiętnym pocałunku. God miał zamknięte oczy więc nie zauważył nadlatujących dementorów, a raczej trojaczek przebranych za dementorów. Gdy zbliżyły się do nich na odległość kilku metrów, Fleur udając przerażenie spadła z pnia. God pomógł jej wstać i wtem zauważył co wystraszyło jego nową dziewczynę, jak sądził.
Para zaczęła uciekać. Jedyną drogą był Zakazany Las. Nie mieli wyboru. Biegli ile sił w nogach. Po kilkuset metrach God zahaczył spodniami o jakiś krzew. Szamotał się, próbując się uwolnić. Nie udawało mu się to jednak. Zauważył, że dementorzy są blisko więc kazał Fleur biec samej. Gdy byli przy nim rzucił zaklęcie patronusa i znikli. Udało się mu uwolnić z krzewu i zaczął rozpaczliwie szukać Fleur. Gdzieś w oddali usłyszał stłumiony krzyk. Ogarnęło go przerażenie. Zaczął biec w tamtym kierunku, ale z wyczerpania upadł na ziemię. Znajdował się na małej zielonej polance. Wokół nie było słychać niczego oprócz jego ciężkiego oddechu. Bał się, ale nie o siebie tylko o swoją partnerkę z balu, o swoją nową dziewczynę. Gnębiło go też poczucie winy, bo nie ratował jej, chciał, ale był tak zmęczony, że nie potrafił. W głowie cały czas słyszał ten przerażający krzyk.
Nagle usłyszał jakieś szelesty na drzewami rosnącymi wokół polanki. Coś zaczęło pojękiwać ze wszystkich stron.
-Kim albo czym jesteś? – wydyszał przerażony.
-Jestem Fleur Delacour, ale jestem już duchem.
-Dlaczego cię nie widzę? Duch są przecież widzialne, prawda?
-Niekoniecznie.
-A-ale jak to się stało, że zginęłaś?
-Kazałeś mi biec więc pobiegłam. Byłam tak przerażona, że nie zdała sobie sprawy z tego, że to niebezpieczne. Jednak ty nie powinieneś mnie tak zostawiać. Biegłam i biegłam w końcu zatrzymałam się. Czułam, że jestem bardzo daleko. Nagle coś zaczęło szeleścić w krzakach. Myślałam, że to ty. Myliłam się. To była mantykora. Próbowałam rzucać na nią zaklęcia, ale tylko odbijały się od niej. Chciałam uciec, ale gdy tylko się odwróciłam, poczułam ukłucie jej żądła w plecach. Bałam się więc zostałam na granicy życia i śmierci jako duch.
-Przepraszam cię Fleur. Nie chciałem. Nie sądziłem, że to się tak potoczy.
-Ale stało się i nic tego nie zmieni. Opowiedz wszystkim jutro co się stało. Chcę, żeby moje przyjaciółki dowiedziały się jako pierwsze. Ale zrób to jutro. Nie psuj nikomu nastroju tego wieczoru.
-Dobrze Fleur. Kocham cię i nie zapomnę. – powiedział z szczerością w głosie.
-Ja Ciebie też. Żegnaj.
Zapadła głucha cisza. Fascynująca Czwórka odleciała do zamku. God siedział przez chwilę na ziemi, ale potem wstał przywołał swoją miotłę i odleciał.
Fleur dalej zakamuflowana udała się do sypialni i tam pozostała. Zabrała ze sobą rzeczy trojaczek, które wróciły na bal.
God wróciwszy do zamku zajrzał do wielkiej Sali wypatrując Fleur i zapytał kilka osób, czy jej nie widziały. Te jednak odpowiedziały przecząco. Zrozpaczony poszedł do swojego dormitorium, po czym zasnął w fotelu przed kominkiem.
Trojaczki w prawdzie żałowały, że nie ma z nimi Fleur, ale bawiły się świetnie. Tańczyły do upadłego, a potem siedząc i popijając poncz rozmawiały z Davidem i żartowały.
Bal był udany dla wszystkich oprócz Goda. Zabawa zakończyła się około trzeciej nad ranem. Niektórzy jeszcze bawili się w dormitoriach, a inni od razu kładli się spać.
komentarze [2]
| Szablon by
Belliśka