Historia z UFOlandu!!!




Odcinek XI >> sobota, 24 listopada 2007 16:07:21
Lekcje przebiegały spokojnie, ale wśród Ślizgonów nadal panowała magiczna atmosfera. Byli na pierwszym miejscu w tabeli domów i zdobyli Puchar Quidditcha. Fleur chodziła na lekcją już bez peleryny-niewidki. Gdy tylko trojaczki z nią natykały się na korytarzu na Godryka udawały dementorów, albo duchy. Godryk był wściekły. Do czwórki dziewcząt dołączyła Angi i razem z nimi nabijała się z Goda.
Wieść o świetnym kawale „fantastycznej czwórki”( trojaczki i Fleur ) rozeszła się tak szybko, że w porze obiadu już każdy wiedział o tym co zdarzyło się podczas balu.
Do końca roku pozostał nie cały miesiąc, ale nauczyciele nie zwalniali tempa, raczej je jeszcze przyspieszali. Zadawali jeszcze więcej prac domowych, szczególnie szóstoklasistom. Fantastyczna czwórka oczywiście dawała sobie radę z nawałem prac domowych, natomiast Vasabi mieli wielkie kłopoty. Mieli mnóstwo zaległości i próbowali je nadrobić siedząc po nocach. Nikt im nie chciał pomóc i nikogo nie interesowało czy zdadzą do następnej klasy, czy nie.
Pogoda była rewelacyjna. Słońce grzało, wiatr lekko kołysał drzewami, a ptaszęta radośnie śpiewały latając nad głowami uczniów akademii. Po lekcjach większość osób miało zamiar spędzić popołudnie na błoniach, wylegując się lub ucząc, ale nie wszyscy. Miaka poszła na trening quidditcha, Aria udała się na szlaban do prof. Harry`ego, za wpuszczenie do klasy tuzina niuchaczy, które zamieniły klasę w pobojowisko oraz za zamknięcie Godryka w mosiężnej szafie. Natomiast Fleur i Bella ruszyły do biblioteki rozmawiając po drodze.
-Ehh.. coś się psuje nasz związek, to znaczy mój i Davida. Jakoś coraz rzadziej się spotykamy i w ogóle on jest jakiś inny, dziwnie się zachowuje.
-Zauważyłam. Jakoś z mniejszym przekonaniem okazuje ci uczucia. Słyszałam coś..., ale to pewnie tylko jakaś bujda.
Belli złapała Fleur za rękę i zaprowadziła do pustej klasy:
-Gadaj wszystko co słyszałaś czy widziałaś, bo ... bo pożałujesz.
-Dobra, ale mnie puść. – Belli usłuchała jej i puściła jej rękę. – Jak byłam dziś przed śniadaniem w toalecie to słyszałam jak pewna Gryfonka – wzdrygnęła się. – chwaliła się koleżance, że David patrzył na nią płomiennym wzrokiem, jak się natknęli na siebie w lochach i że się z nią umówił na spotkanie. Wtedy wyszłam z kabiny. One popatrzyły na mnie i szybko uciekły. Nie mówiłam ci tego, bo myślałam, że ona to sobie uroiła w tej pustej głowie.
-A więc pokażesz mi ją i razem obmyślimy jakiś plan działania. Nie pozwolę sobie żeby ktokolwiek mnie tak traktował.
Obie wyszły z klasy i powędrowały do biblioteki. Belli złapała klamką drzwi do biblioteki, Aleno miał zamiar zrobić to samo i złapał ją za rękę.
-Przepraszam. – powiedział puszczając jej rękę.
-Nie ma za co. – odpowiedziała zaczerwieniona Belli.
Przez ułamek sekundy patrzyli na siebie w dziwny sposób, zaniepokojona Fleur otworzyła drzwi i zaciągnęła do środka przyjaciółkę. Przez dwie godziny chodziły miedzy regałami szukając potrzebnych im książek. Zawsze niedaleko nich kręcił się Aleno i Belli czasem się w niego wpatrywała. Gdy znalazły wszystkie potrzebne im do odrobienia prac domowych księgi udały się do salony. Spotkały tak Miakę, która wróciła z treningu i razem z nią zajęły się nauką.
W tym samym czasie Aria, która odrobiła już swój szlaban, pobiegła do Pokoju Życzeń. Po chwili dołączył do niej Nepon. Razem zjedli kolację i deser, którym był czekoladowy tort. Prze wiele godzin rozmawiali o jakiś mało ważnych sprawach, przytulali się i w jeszcze inne sposoby okazywali sobie swoją miłość. Przez chwilę zapadło milczenie. Słuchali wtedy grania świerszczy. Gdy nagle Nepon zapytał:
-Za rok ukończysz szkołę, może chciałabyś wtedy zamieszkać ze mną? Potem moglibyśmy wziąć ślub i pomyśleć o rodzinie. Co ty na to?
-No co ty? Miałabym z tobą zamieszkać i wyjść za ciebie za mąż?
-Ja tylko tak sobie pomyślałem, ale jeśli nie chcesz to nie będę nalegać...
-Pewnie, że chcę z tobą zamieszkać po ukończeniu szkoły. O niczym innym nie marzę. – przerwała mu, a w jej oczach zalśniły łzy.
-Nie płacz kochanie.
-Ja płaczę ze szczęścia. Jestem teraz chyba najszczęśliwszą istotą na Ziemi.
-Ja też się cieszę. – powiedział i przytulił ją mocno do siebie.
Około północy Aria wróciła do salonu. Zastała tam przy stoliku pełnym pergaminów śpiące siostry i Fleur oraz przy innym stoliku śpiących Vasabi na swoich nieskończonych wypracowaniach. Przejrzała stos pergaminów dziewcząt i znalazła tam po cztery wypracowania z eliksirów, zielarstwa, wampirologii i wróżbiarstwa. Dziewczyny napisały wypracowania dla siebie i dla Arii, a każde różniło się od innych, żeby nauczyciele niczego nie podejrzewali. Jeszcze raz rozejrzała się po salonie, nic się nie zmieniło. Postanowiła wykorzystać fakt, że są tam Vasabi. Metamorfozę zaczęła od zmienienia ich szat w słodkie różowe sukienki. Następnie zabrała się za ich fryzury. Blaise wyglądał świetnie w zielono-żółtej fryzurce, a Jamesowi było do twarzy w wściekło różowych loczkach. Reszcie nie udało jej się niestety pozmieniać fryzur, gdyż zaczynali się budzić.
Aria wróciła do sypialni. Wyczarowała małe podarunki dla Fleur i sióstr w podzięce za odrobienie jej prac domowych. Położyła je na ich łóżkach, po czym położyła się spać.
komentarze [5]

Odcinek X >> czwartek, 1 listopada 2007 14:47:10
Do końca roku szkolnego pozostał już tylko miesiąc, ale dla szóstoklasistów, zapowiadał się bardzo pracowicie. Po balu wszyscy spali do późna. Tym razem nikt nie wstał wcześniej, bo byli wyczerpani.
W sypialniach było słychać ciche lub głośniejsze chrapanie. David nie wytrzymał chrapania Matka, więc opuścił swoją sypialnią i udał się w stronę sypialni dziewcząt, by obudzić swoją dziewczynę. Gdy był w połowie schodów do sypialni dziewczyn schody utworzyły płaską powierzchnię. Upadł i zjechał na dół. Hamując na stoliku zrzucił wazon, który roztłukł się z donośnym hukiem. Wazon naprawił jednym machnięciem różdżką, ale pech chciał, że usłyszała to Aria, która zeszła, a raczej zjechała na dół, by sprawdzić kto tak hałasuje.
-Cześć. – przywitała się.
-Siemka. – odpowiedział jej.
-To ty narobiłeś takiego hałasu?
-Tak, przepraszam, że cię obudziłem. Chciałem obudzić Belli i zapomniałem, że wasze schody tak reagują na płeć przeciwną.
-Aha, spoko.
-A obudzisz ją za mnie?
-Nie ma sprawy, już się robi.
Po kilku minutach wróciła z wciąż zaspaną Bellą, której jeszcze zamykały się oczy i ledwo stała na nogach. Razem, w trójkę ruszyli na śniadanie. Bella dobudzała się filiżanką kawy, a David nakładał jej parówki. Gdy zabierał się za nakładanie porcji na swój talerz, zapytała go:
-Kochani jak się czujesz przed meczem? Denerwujesz się?
-Odrobinkę. – odpowiedział z niezbyt szczerym uśmiechem.
Widać było, że stresuje się, i to nawet bardzo.
-Pomogę ci się uspokoić.
I tak jak powiedziała, tak zrobiła. Uspakajanie polegało na długich namiętnych pocałunkach, których świadkiem mogłaby być Aria, lecz ona była zbyt zajęta pisaniem czegoś na kawałku pergaminu.
Po chwili całkowicie uspokojony David odszedł od stołu i poszedł szykować się do meczu. Już po chwili jego miejsce zajęła Angi, bratnia dusza Belli. Po śniadaniu ubrane na czarno trojaczki wraz z Angi i Fleur, która ukryła się pod peleryną niewidką udały się na boisko, by kibicować Ślytherinowi. Gdy zajęły miejsca w górnym rzędzie podszedł do nich Godryk, z niezbyt ciekawą miną.
-Cześć.
-Cześć. - odpowiedziały równo w czwórkę.
-Gdzie Fleur? Wiem, że to wczoraj to był wasz kolejny głupi żart.
Na te słowa Bella wybuchła płaczem, Angi zaczęła uspokajać ją i głaskać po plecach, a Ariuś powiedziała ze smutkiem i łzami w oczach:
-Jaki żart? O czym tym mówisz człowieku? Nie rozumiesz, że jej już nie ma wśród nas? I nic nie wróci jej życia. Nawet nie wiesz jaki to był szok dla jej rodziców, z którymi osobiście się spotkałyśmy i przekazałyśmy im jej ciało.
-Kitujesz.
-Wcale nie! Ona mówi prawdę, pogrzeb odbędzie się w środę w miejscowości, w której mieszkałam. A jej rodzice prosili, by nie rozgłaszać tego iż zginęła. – powiedziała Bellisia i szlochając upadł na ziemię. Podbiegł do niej David, który obserwował cały czas to zajście, i posadził ją na ławce. David i God wrócili do swoich szatni.
Mecz wkrótce się rozpoczął. Belli dalej płakała, by jej widok jeszcze bardziej zdołował Godryka. Z miejsca, w którym siedziały nie było słychać żadnych okrzyków. Przemilczały cały mecz ze smutnymi minami na twarzach.
Dla innych Ślizgonów mecz był podniecający, lecz bardzo krótki. Slytherin wygrał wynikiem 190:20. Math wyjątkowo szybko złapał znicza, którego pogrążony w depresji God nawet nie zauważył.
Radość jaka ogarnęła Ślizgonów, po meczu, była ogromna. Co chwilę w powietrze wznosiły się zielono-srebrne kapelusze, a hałas jaki wywołali mógł nawet ogłuszyć.
W salonie Slytherinu, jak to była po wygranym meczu, odbyła się impreza. Zabawa była przednia, ale nie dla wszystkich. Fantastyczna piątka siedziała pod starym bukiem z przygnębionymi, oczywiście udawanymi, minami. Wiedziały, że God je obserwuje, dopatrzyły się go bowiem w oknie biblioteki.
Spędziły tam większość niedzielnego popołudnia. Fleur cały czas kryła się pod peleryną niewidką, a obiad, przyniesiony przez Angi, zjadła po kryjomu w sypialni.
Wieczorem uczciły swój udany dowcip szklaneczką piwa kremowego ( każda miała własną szklaneczkę).
To był jeden z tych dziwnych dni.
Bella zasnęła natychmiastowo, zmęczona była ciągłym płakaniem. Reszta dziewcząt położyły się spać dopiero koło 24, gdy już nie miały co robić, a Belli zaczynała niebezpiecznie głośno chrapać...
komentarze [5]







| Szablon by Belliśka



Wielka Ksiega
Zobacz
Wpisz się

Archiwum

2007
lipiec (3)
sierpien (4)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (2)

2008
marzec (2)
kwiecień (2)
czerwiec (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)

2009
styczeń (1)



Dodaj mnie:


Mój mroczny znak


Licznik:


O mnie


Kominek



Linki



katalog blogów - wjo.pl